czwartek, 9 maja 2013

016 Między innymi matury i "Modlitwa" cz. III

Hej!
Czy u Was też wreszcie jest taka piękna pogoda? <3 Nie mogłam się już doczekać, aż wyjdzie słońce! Kocham, kiedy jest ciepło, zawsze mam lepszy nastrój :) I nawet chce mi się pisać notki! ^^
Jest tu jakiś maturzysta/-ka? Jak Wam poszedł polski, a jak matematyka? Podobno matura z matematyki była bardzo łatwa i statystyczny gimnazjalista byłby w stanie rozwiązać zadania na 40%. Tak mnie uderzyło to zdanie, że aż zgłosiłam się do konkursu matematycznego! Pierwszy etap 3 czerwca, trzymajcie za mnie kciuki :) A 18 maja mam powiatowy etap konkursu o UE, i jestem bardzo niezadowolona, ponieważ trafiłam do pary z osobą, z którą baaardzo nie chciałam być... No ale może jakoś to będzie. Na jutro powinnam przeczytać 300 stron, ale odpuszczam sobie, nie będę zarywać nocy :)
Przyszła wiosna, zaczęło się wychodzenie na boisko i biegi na 800 metrów... Mam koszmarne zakwasy- dwa dni biegania. A wczoraj jeszcze byłam na zakupach z przyjaciółmi... I oczywiście nic nie kupiłam, bo tylko ja potrafię przymierzać pół sklepu, wdzięczyć się do luster w przymierzalni i po otrzymaniu komplementów ze strony damskiej i męskiej oświadczyć, że nie biorę tej rzeczy ^^ Ale postanowiłam, że kupię tę sukienkę:
Uważam, że jest ładna i dobrze na mnie leży ^^ Szkoda tylko że nie ma rozmiaru 36, bo 34 jest trochę ciasny, a 38 zapewne będzie na mnie wisiał... No ale zobaczymy ^^
Za to dziś kupiłam sobie lakier do paznokci w wymarzonym kolorze fiołkowym. Jest mniej więcej takiej barwy:
No, troszkę jaśniejszy. Dodałabym zdjęcie moich paznokci, ale po ostatnim spadku humoru są koszmarnie poobgryzane, a skórki wyglądają jak pobojowisko :\ Ale za to teraz zapuszczam i postaram się ich nie zjeść.

Jeśli śledzicie bloga Niny to zapewne zauważyliście, że podjęłyśmy współpracę :) Póki co nie mamy jeszcze dokładnych szczegółów, ale ponieważ obie piszemy, planujemy konkurs na opowiadanie. Kiedy coś ustalimy, z pewnością dam Wam znać- poświęcę osobną notkę regulaminowi i nagrodom (oczywiście, że będą ^^ jeśli macie jakieś życzenia co by to moglo być, to piszcie!). Póki co zapraszam na bloga Niny i do przeczytania III części "Modlitwy". Lubię ten fragment, bo jest oparty na faktach, ale z drugiej strony uważam, że to najsłabsza część opowiadania.  Nie martwcie się jednak, już niewiele zostało :)
Całe opublikowane dotąd opowiadanie do wglądu W TYM MIEJSCU ^^


***
Październik 2012

Piosenka wybrzmiewa do końca. Wika wypuszcza powietrze z płuc i ociera łzy wierzchem dłoni. Spowodowane są w połowie katarem, a w połowie filmem– jej ukochanym „Skazanym na bluesa”.  Za każdym razem płakała.
Pociągnęła nosem i sięgnęła po chusteczkę. Przeziębienie właściwie już jej przeszło, został tylko ten irytujący katar. Osuszyła zmaltretowany nos i spojrzała tęsknie na swoje łóżko. Planowała zrobić jeszcze kilka rzeczy, ale była padnięta. Ostatnie dwa dni przespała, zrzucając wszystko na chorobę. W efekcie o godzinie 21:20– a ta właśnie wybiła– nie marzyła o niczym prócz pójścia spać. Wyłączyła więc komputer i zabrała się za poszukiwania piżamy.
Była już w drodze do łazienki, gdy usłyszała dzwonek swojego telefonu.
– Kogo nosi?– mruknęła do siebie.– Może Łukasza– uśmiechnęła się pod nosem. Że też jeszcze w to wierzy!
Wzięła telefon z biurka i rzuciła krótkie spojrzenie na ekran. Gdy do jej zmęczonego mózgu dotarło, kto dzwoni, niemal upuściła komórkę. Imię Łukasz i uśmiechnięta buzia pojawiały się i gasły, gdy wybrzmiewały kolejne sygnały. Tysiące myśli przebiegało Wice przez głowę. Czy to możliwe, żeby on naprawdę do niej dzwonił, by porozmawiać? Nie, to nierealne. To pewnie Martyna zabrała mu telefon i dzwoni do niej, bo sama jest spłukana.
– Halo– odezwała się pewnie. Nastawiona na to, że usłyszy po drugiej stronie przyjaciółkę, niemal usiadła, gdy odezwał się męski głos.
– Cześć, Wiki– powiedział Łukasz, przeciągając samogłoski w jej imieniu. Dziewczyna poczuła swoje serce gdzieś w okolicy przełyku.
– Cześć– odpowiedziała słodkim głosem. Ledwie słyszała samą siebie, za to chłopaka w słuchawce– wręcz przeciwnie.
– Słuchaj, jesteś w swojej willi?– spytał. Zmarszczyła brwi.
– Co masz na myśli?
– Czy jesteś w domu.
– No a gdzie mam być? Jest wpół do dziesiątej!
– Dwudziesta pierwsza dwadzieścia dziewięć– sprostował.– Bo jest taka sprawa, że jestem pod twoją posesją.
– Że co?– spytała głupawo.
– No, jestem pod twoim domem. Jeśli chcesz, to wyjrzyj przez okno, przekonasz się, że mówię prawdę– nim skończył mówić, ona już podbiegała do okna. Przezornie nie zapaliła światła na korytarzu, by jej sylwetka nie odcinała się na jasnym tle. Był tam! Poznałaby wszędzie tę postać. Ciemny kształt opierał się o latarnię uliczną, trzymając rękę przy uchu. Widziała go wyraźnie na tle bieli śniegu, który spadł w tym roku wyjątkowo wcześnie.
– Wyjdziesz?– spytał.
– Daj mi pięć minut– poprosiła spontanicznie.
– Czyli wyjdziesz? Naprawdę?– ucieszył się.– No to czekam– i zerwał połączenie. Wika poczuła, że wstępują w nią nowe siły. Rzuciła się z powrotem do swojego pokoju. Na zewnątrz było zimno, panował kilkustopniowy mróz, więc dziewczyna chwyciła przewieszone przez poręcz krzesła spodnie w intensywnym, czerwonym kolorze. Wciągnęła je na legginsy, w których chodziła po domu i jednym ruchem zapięła dwa guziki. Zdjęła czarną, sztruksową kurtkę z wieszaka i ruszyła biegiem ku drzwiom.
– A ty gdzie?– zatrzymał ją tata. Westchnęła.
– Muszę wyjść. Na chwilkę, naprawdę– nerwowo zrobiła krok w kierunku drzwi.
– Zwariowałaś?! Jest wpół do dziesiątej! Gdzie ty chcesz łazić o tej porze?– spytał ojciec.
– Ktoś na mnie czeka!– krzyknęła, tracąc nerwy. Serce zamierało jej z przerażenia, że Łukasz mógł już odejść.
– Kto?
– Martyna!– wrzasnęła pierwsze imię, które przyszło jej do głowy. Ojciec nie przepadał za jej przyjaciółką, ale z pewnością będzie przychylniejszy wobec niej niż wobec chłopaka, którego nie znał.
Mężczyzna westchnął i spojrzał na córkę. Policzki płonęły jej ogniem, w oczach coś błyszczało– niezdrowe podekscytowanie albo „tylko” gorączka. Rzucił okiem na zegarek.
– Masz piętnaście minut, Wiktoria. I ani chwili dłużej– powiedział stanowczo i odszedł. Jeszcze nim dotarł do swojego ulubionego miejsca przed telewizorem, jego córka trzasnęła drzwiami wyjściowymi.
Mroźne powietrze uszczypnęło Wikę w policzki. Wcisnęła telefon do kieszeni i w miarę wolnym krokiem pokonała podjazd. Usiłowała wyglądać tak, jakby jej wcale nie zależało i jakby nie miała ochoty rzucić się chłopakowi w ramiona.
Stał w tym samym miejscu, w którym widziała go przez okno. Nie zmienił nawet pozycji. Dopiero, gdy ją zobaczył, wyprostował się i rozłożył ręce. Objęła go, może ciut zbyt mocno, ale nie widziała go tyle czasu, że tęsknota niemal fizycznie bolała. Chłopak jednak odsunął się, jak na jej gust– zdecydowanie za wcześnie. Wika pociągnęła nosem.
– Jesteś chora?– spytał.
– Trochę– przyznała niechętnie.
– Do domu po czapkę, ale już– rozkazał z uśmiechem.– Patrz, ja mam– wskazał na swoją głowę.
– Widzę– odpowiedziała tylko. Łukasz patrzył na nią spod grzywki. Klęła na siebie w duchu, że jak zwykle nie wzięła okularów. Nie miała pojęcia, co maluje się w oczach chłopaka, zresztą– cała jego twarz była dla niej trochę zamazana. Światło latarni, odbijające się od śniegu, sprawiało, że niewiele widziała.
– Oj, Wika– powiedział nagle– stęskniłem się za tobą, wiesz?– dodał czule. Nagle, sama nie wiedziała jak, znalazła się w jego ramionach. Trzymał ją pewnie, więc nie czuła ciężaru swojego ciała, mimo że stała na palcach, by go dosięgnąć.
Było jej ciepło, mimo mrozu. Czarny, flauszowy płaszcz Łukasza pachniał jego perfumami. Nagle Wika poczuła, że klatka piersiowa chłopaka porusza się– nucił cicho. Z początku nie wyłapała słów. Dopiero po chwili je usłyszała.
– Ale zanim pójdę, chciałbym powiedzieć ci, że… Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty…– czy tylko jej się zdawało, czy on specjalnie szeptał jej do ucha?
Uznała, że ich uścisk nieco się przeciąga, ale nie odsunęła się. Jedynie westchnęła. Łukasz odczuł jej ruch.
– Coś się stało?– spytał, wypuszczając ją z objęć.
– Tak– odpowiedziała, unikając jego wzroku.
– Ktoś cię zranił? Chłopak?– dopytywał się dalej. Skinęła głową.– Nie martw się, Wiki. Faceci to świnie– pogłaskał ją po głowie z ojcowskim uśmieszkiem. Oj, przemknęło jej przez głowę. Gdybyś wiedział, o kim mówisz, staranniej dobierałbyś słowa!
– Nie wszyscy. Są jeszcze osły i barany– rzuciła kwaśno. Łukasz uśmiechnął się.
– Nie bądź taka zgorzkniała, masz siedemnaście lat!
– Ty też.
– Ja się nie liczę– prychnął. Wika potrząsnęła głową.
– Nie rozumiem cię– powiedziała krótko. Łukasz wybuchnął szczerym, wesołym śmiechem.
– Jak większość, kochana. Jak większość. Świat jest dziwny, ale to dobrze, bo się nie wyróżniamy– przez kilka sekund jego twarz stężała w dziwnym grymasie. Nagle Wika przypomniała sobie o jego chorobie i próbach samobójczych. W tym mroku, rozświetlanym słabym światłem latarni i bielą śniegu, w milczeniu przerywanym jedynie szumem aut, na tyle dalekim, że niemal były częścią ciszy– łatwiej było jej uwierzyć w historie z przeszłości Łukasza. Przeszedł ją dreszcz i zagadnęła szybko, by rozładować atmosferę.
– Jeśli już o dziwactwie mowa… Co ty właściwie robisz pod moim domem o tej porze?!
– Chciałem się z tobą zobaczyć– odpowiedział tonem stwierdzenia oczywistości.
– Po prostu… stęskniłeś się?–  pokręciła głową, niedowierzając jego słowom. Pokiwał gorliwie głową. Wika była w szoku.
– Wiesz, ja…– zaczął Łukasz, ale urwał.– Nic, nieważne– zakończył kulawo. Wika uniosła brwi, ale nie zapytała. Znała go już na tyle, by wiedzieć, że jeśli nie chce czegoś powiedzieć, wołami się z niego nie wyciągnie. Zamilkli więc.
– Był taki czas, że miałem złamane serce– podjął dopiero po chwili.– Wtedy, kiedy się poznaliśmy… To był pewien koniec w moim życiu. Z dziewczyną, która wtedy była dla mnie ważna, skrzywdziliśmy się nawzajem. Ale…
– Ale co?
– Ale pojawił się ktoś, dzięki komu udało mi się otrzeć te metaforyczne łzy. Całe szczęście, bo nie wiem, jak to mogłoby się skończyć. Może znowu wróciłaby depresja i tamta niechęć do życia, nie wiem. Mam tylko nadzieję, że w twoim przypadku również pojawi się ktoś taki. Być może już się pojawił, choć o tym nie wiesz, nie zdajesz sobie z tego sprawy.
– Może…– szepnęła Wika. Nagle zrobiło jej się gorąco i poczuła, że stoi niepokojąco zbyt blisko Łukasza. Rumieniec wpełzł jej na policzki, a oddech niebezpiecznie przyspieszył. Nagle zorientowała się, że ich twarze dzielą centymetry. Nim jednak zdążyli je pokonać, telefon w jej kieszeni zawibrował. Dzwonił ojciec. Westchnęła, odbierając.
– Tak, wiem, piętnaście minut. Już idę– rzuciła i wcisnęła czerwoną słuchawkę. Łukasz patrzył na nią, wyraźnie speszony, co było widoczne nawet przy tak beznadziejnym świetle. Zaczął prószyć śnieg.
– No to… ja się chyba będę zbierał– powiedział niepewnie. Westchnęła ze smutkiem.
– Chyba musisz– przyznała.– Wolę nie prowokować szlabanu– stali jednak oboje bez ruchu. Płatki padającego śniegu były coraz większe i opadały gęściej. Kilka osiadło na rzęsach i policzkach Wiktorii, rozmywając jej i tak słabą ostrość widzenia. Podniosła rękę, by je zetrzeć, ale Łukasz był szybszy. Chłodna dłoń o długich palcach musnęła kości policzkowe Wiktorii, usuwając szybko topniejące śnieżynki z jej twarzy. Łukasz zatrzymał rękę na jej policzku, by zdjąć ją dopiero po kilku sekundach. Znów patrzyli na siebie bez słowa.
– No to cześć– powiedział w końcu chłopak. Wika uśmiechnęła się lekko, bo średnio do niej docierały jego słowa. Czuła się tak, jakby wisiała kilka metrów nad ziemią, a może nawet nad niebem. A wtedy Łukasz zrobił kolejną rzecz, której się nie spodziewała. Objął ją mocno na pożegnanie, jak zwykle, lecz gdy się odsunęła, pochylił się i pocałował ją w policzek, milimetry w bok od ust. Nim zdążyła zareagować, wbił ręce w kieszenie płaszcza i odszedł szybkim krokiem w kierunku swojego domu.
Wika przez chwilę patrzyła na jego ciemną sylwetkę, do momentu, gdy zniknął za zakrętem. Nie obejrzał się ani razu.
Dziewczyna otrząsnęła się. Wyznaczony jej przez tatę czas dobiegł już końca, musiała wrócić do domu. Sama nie wiedziała, jakim cudem znalazła się znów w swoim pokoju– wszystko, od czułego gestu Łukasza, zdawało jej się snem. Jak przez mgłę przypomniała sobie, że miała w planach kąpiel i pójście spać. Teraz jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie zaśnie. Kąpiel zamieniła więc na gorący prysznic, który trochę przywrócił ją do rzeczywistości.
Umyta, przebrana w piżamę, wróciła do swojego pokoju. Musiała się komuś wygadać. Najchętniej zadzwoniłaby do Martyny, jednak wciąż nie poinformowała przyjaciółki o uczuciu do Łukasza. Wiedziała o tym tylko jedna osoba, najbliższa po Martynie– przyjaciółka szkolna, Olga. Wika wzięła więc telefon i wybrała numer dziewczyny.
– Cześć– powiedziała, słysząc odzew po drugiej stronie.
– Nie jest trochę za późno na telefon?– spytała Ola, wyraźnie rozespana.
– Dopiero wpół do jedenastej. Jak się dzisiaj przekonałam, to jest młoda pora– prychnęła Wika. Opowiedziała zaciekawionej przyjaciółce całe zdarzenie sprzed godziny. Gdy skończyła, przez chwilę obie milczały.
– No i co ja mam ci powiedzieć? Zakochał się chłopak– powiedziała wreszcie Olga. Wika prychnęła z kpiną.
– Nie wydaje mi się.
– Dlaczego w takim razie odwiedził cię w twoim domu późnym wieczorem przy kilkunastostopniowym mrozie? Dlaczego powiedział wprost, że się stęsknił i że w twoim życiu chyba już pojawiła się osoba, która pomoże ci otrzeć łzy?
– Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Wiem jedno. Nie zakochał się we mnie. Robi najgorszą rzecz, jaką może. Daje mi nadzieję.
– Straszna z ciebie pesymistka, Wiki.
– Realistka– odpowiedziała ponuro Wika. Gdzieś w głębi serca zaczęła kiełkować jej nadzieja, że Olga ma rację i że jest dla Łukasza kimś ważnym, więcej niż koleżanką. Przez chwilę jeszcze rozmawiała z przyjaciółką, ale zakończyła rozmowę tak szybko, jak tylko mogła. Zdjęła z półki płytę Manchesteru i ustawiła ją na wybranej piosence. Zgasiła lampkę. Żałowała trochę, że jej pokój jest po przeciwnej stronie niż ulica, na której zaledwie godzinę wcześniej stała z Łukaszem. Nie widziała nawet latarni. Jedynym źródłem światła był księżyc za oknem.

Znów obudziła mnie ta cisza
Kolejny raz bezsenna noc…

Uwielbiała tę piosenkę. Była masochistką i kochała wszystkie utwory, które wpędzały ją w przygnębienie. „Berlin lubi deszcz” była w pierwszej dziesiątce, obok „Za szkłem” i „Nad przepaścią” Braci, „List do M” Dżemu oraz „Nie daj mi odejść” IRY. Tym bardziej, że każda z tych piosenek kojarzyła jej się z Łukaszem.
Przesłuchała kilkukrotnie utwór Manchesteru. Pasował idealnie do jej nastroju. Po jakimś czasie uznała jednak, że przynajmniej spróbuje zasnąć. Wyłączyła więc płytę, zamiast tego wsuwając do uszu słuchawki od MP3. Wybrała tę samą piosenkę, położyła się na łóżku i zamknęła oczy. Do snu ukołysał ją cudowny wokal Maćka Tachera.

Ja za każdym razem mocniej
Ściskam nasze zdjęcie w dłoniach.
Czas tak łatwo nas pokonał
Nie zostało mi już nic…




Jeśli lubicie słuchać tego samego, co bohaterowie -Berlin jest tu ^^
A ja za to słucham tego :)
Miłego czytania i słuchania :)
Lecę czytać
Papa! :3

3 komentarze:

  1. Piękna ta sukienka <3
    obserwuję i zapraszam do mnie
    http://ela-and-lena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Mnie również bardzo się podoba, ale jeszcze jej nie kupiłam. Muszę to zrobić jak najszybciej, bo obawiam się, że ktoś mi ją "zwinie" :)

      Usuń