czwartek, 30 maja 2013

020 "A pożar nadal trwa...!"+ Modlitwa

Hej!

Długi weekend czas zacząć! Ja zaczęłam go od ściągnięcia kilkunastu piosenek mojego ukochanego zespołu Transfuzja. Tytuł notki jest fragmentem utworu "Ogień", który bardzo lubię ^^ Transfuzja łączy w sobie wszystko to, co lubię najbardziej w innych zespołach rockowych, oraz dodaje coś od siebie- no jak tu ich nie kochać?! Staram się być na wszystkich koncertach (na ostatnim byłam w październiku... ale to nie z mojej winy! ^^), posiadam nawet stanowisko nieoficjalnej maskotki zespołu. Z Transfuzją możecie zapoznać się na ich kanale na YT- Anonim(moje nagranie! I ta ręka w którymś momencie też jest moja ^^), wspaniała Zakazana, boski cover Kawałek podłogi.
No, ale styknie tej kryptoreklamy- jak na podziękowanie za nagrania to się chyba rozpisałam xD

Baaardzo się cieszę, że mam już AŻ 9 obserwatorów. Jak to widzę, to od razu chce mi się bardziej blogować. Inni mają po 200-300 i więcej, ale dla mnie 9 to mega dużo, tym bardziej, że mam wrażenie, iż nawet Was interesuje to, co tu wstawiam ^^ Tak więc czytajcie, komentujcie, dołączajcie ^^

Ten tydzień jest dla mnie fantastyczny. Od poniedziałku byłam przez cały tydzień łącznie na 7 lekcjach z 22 xD I to rozłożone na 3 dni! Powodami tego są: ewaluacja w mojej szkole, przez którą musiałam uczyć się jakichś durnych pytań i odpowiedzi dotcyczących nauczania, oraz organizacja konkursu historycznego, do której załapałam się dosłownie w ostatniej chwili i jak zwykle przez przypadek (miałam tylko drukować dyplomy xD). Zapewne przyszły tydzień będzie straszny, bo dowiem się jakie mam oceny... I będę musiała się poprawić z fizyki. No i w poniedziałek piszę konkurs matematyczny, a zadań nie rozumiem ni w ząb. Ale w środę jest wycieczka ^^ Może uda mi się zrobić jakieś fajne zdjęcia.
Z nadmiaru wolnego czasu zrobiłam sobie "potterowe" bransoletki (w kolorach domów) i przeczytałam wszystkie książki, które wzięłam z biblioteki- skończyłam "Trylogię czasu" K. Gier, przeczytałam "Drogę Goblina" i "Telefony do przyjaciela". Książką, która najbardziej mi się spodobała, jest jednak "Muzyka, dziewczyny i śmiercionośny kogel-mogel" Jordana Sonnenblicka. Książka opisuje kilka miesięcy z życia pewnej rodziny. Starszy syn, Steven, uważa, że posiadanie młodszego brata jest najgorszym, co go spotkało. Do czasu jednak. Okazuje się, że Jeffrey ma raka. Przez to Steven musi przewrócić do góry nogami cały swój system wartości... Nie powiem więcej, serdecznie zachęcam do czytania. Książka nie jest pisana depresyjnym językiem, wręcz przeciwnie- jest lekka i żartobliwa. Polecam jak najszczerzej ;3

Uff, wystarczy chyba już tego mojego "trucia". Zapraszam Was teraz do ostatniej części i epilogu "Modlitwy". Przepraszam, że musieliście czekać na nią tyle czasu (o ile ktoś w ogóle czekał xP). W zamian obiecuję, że przez jakiś czas nie będę Wam truła żadnym moim opowiadaniem xD Mam nadzieję, że spodoba Wam się sposób w jaki sfinalizowałam to opowiadanie. Szczerze mówiąc, zaczęłam je pisać tylko po to, by móc tak skończyć :D
***
Sylwester 2012/2013


Ciastka na blasze wyglądały jak zastęp mutantów godny „Władcy Pierścieni” Tolkiena. Wika i Martyna spoglądały z przerażeniem to na nieudany wypiek, to na siebie.
– Zmarnowałyśmy czekoladę– oświadczyła z przekonaniem ta druga.
– Nie, coś ty– Wika uśmiechnęła się drapieżnie– nakarmimy tym chłopaków. Faceci są wszystkożerni, nawet się nie zorientują, że to zakalec.
– Racja– Martynie rozbłysły oczy. Wiki wyjęła z szafki plastikowe pudełko z błękitną pokrywką i podała je przyjaciółce.
– Zapakujesz je? Muszę się ogarnąć– ciągle miała na sobie domowe dżinsy i podkoszulek. Martyna skinęła głową i zabrała się za przekładanie ciastek z blachy do pudełka. Wika wyszła z kuchni i szybkim krokiem ruszyła do łazienki. Musiała się spieszyć– Łukasz mieszkał dobre dwadzieścia minut pieszego marszu od niej, a obiecały, że będą u niego o 20. Dlatego wcześniej przygotowała sobie ubrania, a teraz musiała tylko się przebrać, uczesać i umalować. Zajęło jej to tylko kilka minut.
– Gotowe. Możemy lecieć– oświadczyła, wchodząc do kuchni, gdzie Martyna siedziała przy stole i pisała SMS. Dziewczyna obrzuciła ją znudzonym spojrzeniem znad telefonu i uśmiechnęła się.
– Ładnie wyglądasz– pochwaliła.
– Wiem– mruknęła Wika. Włożyła pudełko z ciastkami do swojej torby i ruszyła do korytarza po płaszcz, czapkę i szalik. Spojrzała na siebie raz jeszcze w lustrze. Ubrała się na ten wieczór w dopasowaną bluzkę z czarnej koronki i zielone rurki. Oczy umalowała delikatnie czarną kredką i tuszem, a włosy spięła w kucyk. Jak dla siebie wyglądała trochę zbyt przeciętnie, ale musiało jej wystarczyć.
Wyszły na zewnątrz. Martyna ostrożnie niosła lnianą torbę, w której podzwaniały o siebie wesoło dwie butelki francuskiego wina, a Wika taszczyła butelkę czerwonej „Heleny” i ich nieudany wypiek.
– Wiesz– odezwała się Martyna– cieszę się, że spędzamy razem tego Sylwestra. Do tej pory zawsze musiałam wybierać, ty czy Łukasz… Fajnie, że się zaprzyjaźniliście. Wreszcie zacznę Nowy Rok tak, jak zawsze chciałam– uśmiechnęła się. Wiki odpowiedziała tym samym, ale zdecydowanie gorzej jej to wyszło. Było jej źle, że ciągle– od pół roku!– nie powiedziała przyjaciółce o swoich uczuciach do Łukasza.
– To miło z jego strony, że w ogóle mnie zaprosił.
– Żartujesz sobie?! Kiedy na początku powiedziałaś, że raczej cię nie będzie, przez trzy dni za mną łaził i pytał, dlaczego! Naprawdę cię lubi.
– Ja jego też– odpowiedziała, może nieco zbyt żarliwie.– Ale teraz chodźmy szybciej, bo jest za pięć, a Łukasz nas zabije, jeśli się spóźnimy.
– Zadzwonię do niego, żeby kogoś po nas wysłał, będzie pewny, że już jesteśmy blisko– Martyna wybrała numer przyjaciela i rozmawiali przez chwilę. Wika cieszyła się, że idą w całkowitej ciemności, bo gdy przyjaciółka powiedziała jej o reakcji Łukasza wobec jej pierwszej odpowiedzi na sylwestrowe zaproszenie, zbladła jak ściana, a po kilku sekundach poczerwieniała. Nie wiedziała o tym. Chłopak nie pytał o powody jej decyzji, nie ją. Myślała, że jej obecność jest mu obojętna, choć zaprosił ją osobiście. Miło było wiedzieć, że jest zupełnie inaczej.
Kilkaset metrów od domu Łukasza dziewczyny wpadły na jego „posłańców”. Byli to Piotrek i Maciek, koledzy z liceum chłopaka i Martyny, których Wika również znała.
– Ilu was tam właściwie jest?– spytała przyjaciółka Wiki, marszcząc brwi.
– Wy, my, Łukasz, Marysia i dwóch kolegów Maćka– odpowiedział szybko Piotrek, wyjmując z rąk koleżanki torbę z winem. Wiktoria westchnęła. Cóż, początkowy plan witania Nowego Roku we troje delikatnie mówiąc, nie wypalił.– Z czego koledzy Maćka są już prawie całkiem zalani. Jeden gada po hiszpańsku– zachichotał Piotr. Jego kumpel trącił go łokciem i zabrał Wice jej balast.
Dom Łukasza był jasno oświetlony. Przez duże, przeszklone drzwi balkonowe widać było kilka postaci. Wika nie zdążyła dostrzec nic więcej, bo znaleźli się już przy wejściu. Odruchowo poszukała wzrokiem dzwonka, ale jej towarzysze nie przejmowali się takimi głupotami– Piotrek po prostu nacisnął klamkę i władowali się do korytarza, gdzie zostawili okrycia i buty. Wiktoria przełknęła ślinę. Decydujący moment.
– No idź– Maciek bezczelnie dziabnął ją palcem w plecy. Dziewczyna westchnęła i wspięła się po schodach tuż za Martyną.
Na ich widok Łukasz z szerokim uśmiechem wypadł z pokoju. Tuż za nim wyszła stamtąd ciemnowłosa dziewczyna w krótkiej, czarnej spódniczce i czerwonej bluzce. Wika uznała, że to jest Marysia– jedna z trzech nieznanych jej dotąd osób na tej imprezie. Podczas, gdy Łukasz ściskał Martynę na powitanie, czarnowłosa podeszła do niej.
– Maria– rzuciła uprzejmie, acz bez uśmiechu.
– Wika– odpowiedziała dziewczyna, celowo zdrabniając swoje imię. Nim zdążyła coś jeszcze dodać, Łukasz zamknął ją znienacka w swoich objęciach.
– Cieszę się, że jesteś– szepnął jej ledwo słyszalnie do ucha.– Jestem trochę pijany, więc nie do końca mnie słuchajcie– powiedział głośniej, wypuszczając Wiktorię z ramion. Skierował się do jasno oświetlonego pokoju, dając znak, by dziewczyny podążyły za nim. Zasiadł na honorowym miejscu u szczytu stołu, a Marysia obok niego. Zostały tylko dwa wolne miejsca. Martyna błyskawicznie wepchnęła Wikę na krzesło obok Piotrka, a sama usiadła pomiędzy przyjaciółką a ścianą i wydawała się być z tego powodu całkiem zadowolona.
Impreza, jak zwykle na początku, była dość drętwa. Co jakiś czas wybuchali jednak śmiechem, a kolejne kieliszki wódki sprzyjały ociepleniu relacji. Po półtorej godziny było już całkiem wesoło– Łukasz otworzył przyniesione przez Martynę wino, Maciek włączył muzykę. Wika, mimo, że niezbyt utalentowana muzycznie, dała się namówić i wraz z całą resztą odśpiewała „Zanim pójdę” happysadu.
Łukasz przysiadł się do Martyny i Wiktorii z kieliszkiem wina. Po chwili jego śladem podążyła Marysia. Była już dość widocznie wstawiona, więc po chwili odstawiła naczynie, podobnie jak Martyna. Rozmawiały o czymś cicho. Łukasz i Wika nie zamierzali jednak póki co przestać– chłopak szczodrze dolewał czerwonego alkoholu do obu kieliszków, gadając przy tym wesoło do Piotrka i dziewczyny.
– A o północy wyjdziemy, oczywiście, na ulicę, oglądać fajerwerki– trajkotał. Wiki potakiwała, z natury małomówny Piotrek uśmiechał się tylko. Łukasz z każdą chwilą był coraz bardziej pijany. Mieszanie wódki i wina mściło się perfidnie. Póki co był jednak w miarę kontaktowy, przynajmniej w porównaniu z kolegami Maćka po drugiej stronie stołu, którzy darli się na całe gardło, gadając coś bez sensu. Maciej próbował ich nieco uciszyć, ale nie dawało to żadnego efektu.
Łukasz obrzucił pijane towarzystwo nieprzychylnym spojrzeniem. Pochylił się do Martyny i powiedział coś cicho. Wika nie usłyszała słów, ale jej przyjaciółka zaczęła powoli wychodzić ze swojego miejsca. Widząc wzrok Wiki, ruszyła lekko głową w kierunku drzwi.
– Idziesz?– spytała, starając się, by Marysia ich nie słyszała. Wiktoria potaknęła skinieniem głowy i również wstała.
Łukasz czekał na nie przy wejściu do swojego pokoju. We troje weszli do środka i zamknęli drzwi.
Wika znalazła się tam po raz pierwszy. Był to ładny, w miarę czysty pokój, zalany czerwonym światłem, wydobywającym się z trudnej do zlokalizowania lampy. Niewielkie łóżko, okryte cienkim kocem, stało pod zasłoniętym roletą oknem. Wika i Martyna ulokowały się na nim, a właściciel pokoju– na obrotowym krześle przy biurku.
– Bardzo nieswojo się tu czujesz?– spytała Martyna. Wiki pokręciła przecząco głową z szerokim uśmiechem.
– Myślałam, że będzie gorzej– odpowiedziała. Widząc jej zadowolenie, Łukasz również wykrzywił usta.
– Może włączyć wam jakąś muzykę? Wiktorio, wymagania?– spytał, odwracając się ku swojej wieży stereo i stercie płyt CD. Nim Wika zdążyła odpowiedzieć, drzwi otworzyły się bezszelestnie i do pokoju weszła Marysia. Uśmiech spełzł Łukaszowi z twarzy, odsunął się od płyt.
– Co robicie?– spytała Mania, siadając obok Martyny.
– Rozmawiamy sobie– dziewczyna objęła ją ramieniem.
– Tak sami? W ciemności?– pytała dalej.
– A co mamy robić?– nie wytrzymała Wika.
– Pieprzyć się?– dodał Łukasz, nieco zirytowany tą wymianą zdań. Marysia obrzuciła go smutnym spojrzeniem, więc nie dodał nic więcej. Atmosferę w pokoju uratował Piotrek, wślizgując się cicho.
– Oni ci rozniosą dom– poinformował cicho Łukasza. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko. Przez chwilę siedzieli w ciszy, a potem znów otworzyły się drzwi i wpadł przez nie Maciek w stanie lekkiej nietrzeźwości.
– Zdrowia, szczęścia, pomarańczy, niech ci laska nago tańczy! Łukaszku mój kochany!– wrzasnął, tuląc się do kumpla.
– Tak właściwie która jest godzina?– spytała Wiki, usłyszawszy huk wybuchającego za oknem fajerwerku.
– Za piętnaście dwunasta. Idziemy na dwór?– Martyna puściła Marysię i wyszła z pokoju. Reszta podążyła za nią.
– Ej, frajerzy, północ jest, idziecie?– Maciek zagnał przed sobą swoich kumpli. Wikę zastanawiało, jakim cudem ci pijani chłopcy zeszli po licznych, dość stromych schodach.
Cała banda wyległa na ulicę. Odpalone przez niecierpliwych fajerwerki strzelały gromko dokoła, zalewając ich gradem kolorowych iskier. Poczekali do północy i otworzyli szampana oraz Piccolo. Maciek, chcąc się popisać, otworzył butelkę tak, że oblał wszystkich.
– Szczęśliwego Nowego Roku, Wiki– Martyna mocno przytuliła przyjaciółkę. Wzięła butelkę z Piccolo i pociągnęła solidny łyk.– Jak menel– dodała zadowolonym tonem. Obie wybuchnęły śmiechem. Podszedł do nich Piotrek i objął Martynę. Wika odsunęła się z uśmiechem i spojrzała przez ramię.
Koledzy Maćka i on sam tarzali się w rowie, wrzeszcząc życzenia świąteczne. Łukasz darł się do telefonu. Martyna i Piotrek ściskali się, a Marysia stała kilka metrów dalej i z ponurą miną piła szampana z butelki, patrząc na Łukasza. Wiktoria wyjęła telefon z kieszeni spodni i wybrała numer Olgi.
– Cześć. Szczęśliwego Nowego Roku– powiedziała grobowym tonem.
– Wzajemnie!– wrzasnęła wesoło Ola. Zaczęła coś mówić, ale Wiki nawet jej nie słuchała.
– Szczęśliwego Nowego Roku!!!!– wydarł się Łukasz na całe gardło. Złapał Wikę mocno w pasie i uniósł ją kilkanaście centymetrów na ziemię. Piszcząc z radości, zaczął się kręcić dokoła własnej osi, ze zszokowaną dziewczyną w objęciach. Wiki wrzasnęła ze strachu, Łukasz z radości, Olga w słuchawce darła się dla towarzystwa. Gdy ta histeria się skończyła, Wiktoria niemal się wywróciła. Łukasz stał obok, ściskał Marysię i składał jej życzenia.
– Wszystko w porządku?– spytała Ola.
– Nie– odpowiedziała Wika, tłumiąc łzy.– Mamy tu piękne love story– dodała gorzko.– Słuchaj, wyjaśnię ci to jak tylko się zobaczymy, okej? Szczęśliwego i w ogóle– powiedziała i rozłączyła się, nim Olga odpowiedziała. Piotrek stanął tuż obok niej i podał jej butelkę z Piccolo.
– Trochę wygazowane. Wszystkiego najlepszego w nowym roku– uśmiechnął się przyjaźnie. Wika spojrzała na niego, czując przypływ sympatii, i wypiła kilka łyków wciąż jeszcze musującego brzoskwiniowego napoju. Martyna stanęła po drugiej stronie przyjaciółki i patrzyła na Łukasza i Manię.
– Głupia dziewczyna– westchnęła Wice do ucha.– On jej złamie serce.
– Też się przejmujesz– mruknęła Wiktoria, zirytowana.– Nie twoje serce, nie twój problem. Mało masz własnych spraw na głowie?– Piotrek spojrzał na nią z bólem, więc urwała. Martyna tylko wzruszyła ramionami i odebrała przyjaciółce butelkę z resztką Piccolo. Wypiła trochę i odstawiła ją na asfalt. Po kilku sekundach rozległ się dźwięk tłuczonego szkła i bełkotliwe przeprosiny.
– Wiedziałam, że tak będzie– rzuciła ponuro Wika, patrząc na Maćka, usiłującego się zorientować, na co właściwie wpadł.
– Idziemy na spacer?– spytała Martyna. Był to jej i Wiki zwyczaj, co najmniej godzinny spacer tuż po północy i tylko we dwie. Przyjaciółka skinęła głową. Poczekały, aż wszyscy zajmą się czymś innym i odeszły.
– Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, co te wszystkie głupie dziewuchy widzą w Łukaszu– mruknęła Martyna. No cóż, pomyślała Wika, ja ci raczej nie wyjaśnię. Ja poleciałam po prostu na niego.
– Po prostu za dobrze go znasz. Wiesz, jakie ma wady. A one nie.
– No ja rozumiem, że on śpiewa, tańczy, sprząta, gotuje, w ogóle krawaty wiąże usuwa ciąże, ale bez przesady! I to jeszcze takie fajne dziewczyny! Z Patrycją chodził trochę ponad trzy miesiące, rzucił ją, bo spodobała mu się Anita. Z nią wytrzymał pół roku. Twierdził, że ją kocha, ale nie może jej już dłużej ranić i zerwali. Strasznie przeżywał, ale nie wrócił do niej, chociaż przyjęłaby go z otwartymi ramionami. A teraz jeszcze Mańka! To się dobrze nie skończy, gwarantuję ci to– zakończyła smętnie.
– Być może– Wiktorii było wszystko jedno, jeśli chodziło o inne dziewczyny Łukasza.– Możemy zmienić temat? Naszego kochanego Łukaszka mam już trochę dość. Wystarczy, że znoszę go od dwudziestej– powiedziała sztucznie wesołym tonem. Martyna chętnie przystała na tę propozycję i dalszą drogę pokonały, rozmawiając o niej i Piotrku. Wika była na siebie trochę zła, że pominęła kolejną okazję, by wyznać przyjaciółce swoje uczucia do Łukasza. Postanowiła, że powie jej dopiero, gdy się odkocha. Tak będzie zdecydowanie prościej.
Gdy wróciły w miejsce imprezy, zmarznięte do szpiku kości, szybko zorientowały się, że po północy puściły hamulce. Marysia siedziała smętnie przy stole, a w jej kieliszku zamiast wódki był Sprite. Łukasz z morderczą miną pił kolejkę razem z Maćkiem i jego kolegami. Piotrek spoglądał nerwowo to na drzwi, to na kompanię przy stole, czekając na cud. Nie pił– był kierowcą.
– Łukasz już nie udaje– mruknęła z obawą Martyna.– Teraz jest naprawdę pijany. Bunkrujemy się u niego w pokoju?
– Nie ma innej opcji.
– Piotrek? Idziesz?– ku zdziwieniu Wiki, dziewczyna przywołała kumpla, a ten skwapliwie skorzystał z zaproszenia. We troje zamknęli się w pokoju Łukasza. Piotr wyjął ze stojącego w kącie pokrowca gitarę i zaczął na niej cicho brzdękać, nucąc.
– W moich snach wciąż Warszawa, pełna ulic, placów, drzew…
– Rzadko słyszysz tu brawa, częściej to drwiący śmiech– dołączyła się Martyna. Śpiewali duetem. Dopiero przy refrenie Wika odważyła się zaśpiewać z nimi.
– Jeśli miłość coś znaczy, musi dać znak. Kiedyś też to zobaczysz i powiesz mi tak. Zniknie Warszawa, tak jawa, jak sen…
– Łukasz! Łukasz, nie!– usłyszeli zrozpaczony krzyk Marysi. Brzęknęło tłuczone szkło, rozległ się tupot na korytarzu. Przez półprzezroczystą szybę w drzwiach obserwowali, co się dzieje. Łukasz się przewrócił, Mania próbowała go podnieść, mówiąc coś, czego nie rozumieli. Piotrek zlitował się. Podał Martynie gitarę i wyszedł z pokoju, zostawiając otwarte drzwi.
– Mańka, daj spokój– powiedział uspokajająco do dziewczyny, pochylonej nad Łukaszem.– On sobie poradzi. Chodź do nas.
– Przecież go nie zostawię!– mimo, że chwilę wcześniej była na granicy łez, teraz patrzyła na Piotrka ze sztyletami w oczach.
– On musi iść spać– Piotr dalej mówił spokojnym, opanowanym tonem, choć Wice się zdawało, że najchętniej przyłożyłby Marysi.– I pójdzie sam za pół godziny. Nie męcz się, Mania, nie raz już to widzieliśmy. Zostaw go.– Wypity alkohol albo wyparował, albo całkowicie uderzył Marysi do głowy, bo uparcie nie chciała zostawić chłopaka, który podniósł się już z podłogi i patrzył na nią nieprzytomnie. Dostrzegł otwarte drzwi do swojego pokoju i wszedł chwiejnie. Usiadł obok Martyny na łóżku i przytulił się, obejmując ją ramieniem i opierając swoją głowę na jej kolanach. Dłoń położył na plecach Wiki, by ta się nie odsunęła.
– Łukasz, chodź– Mania weszła za nim do pokoju. Piotrek z głupią miną został na korytarzu.– Musisz iść spać, jesteś pijany. Wyjdźcie stąd– warknęła na Martynę i Wiktorię. Ta pierwsza oswobodziła się z objęć Łukasza i wstała, druga jednak ani drgnęła, widząc ból na twarzy chłopaka, gdy opadał bezwładnie na puste miejsce na łóżku.
– Wika!– powtórzyła ostro Marysia. Dziewczyna podniosła się z materaca.
– Wiktoria…– wymamrotał Łukasz. Złapał ją za rękę.– Zostań, Wiktoria.
– Mogę?– spojrzała na Marysię. Ta wzruszyła wściekle ramionami. Wika cofnęła się pod ścianę i patrzyła, jak Mania układa opornego chłopaka na łóżku.
– Wiki– Łukasz szukał jej półprzytomnym wzrokiem. Marysia przywołała ją ruchem głowy i dziewczyna, nieco onieśmielona, podeszła bliżej. Widząc ją, Łukasz posłusznie położył się na łóżku i patrzył na obie dziewczyny. Mania cofnęła się o krok. Dotknęła ostrożnie ramienia Wiktorii.
– Posiedź z nim chwilę, idę do łazienki. Zawołam Piotrka– powiedziała i wyszła. Kilka sekund później pojawił się Piotr. Widząc jednak Łukasza i Wikę samych w pokoju, zamknął otwarte przez Marysię drzwi.
Łukasz ujął dziewczynę za rękę i pociągnął ją. Usiadła obok niego na materacu, a on przytulił się jak dziecko i położył jej głowę na ramieniu. Odruchowo przytuliła policzek do jego włosów. Czując ten gest, chłopak uniósł głowę i spojrzał Wiktorii w oczy. Jego własne, choć dla Wiki słabo widoczne przy złym świetle, miały jakiś stalowy błysk stanowczości. Nagle dziewczyna poczuła jego usta na swoich. Nigdy później nie wiedziała, czy to on czy ona pokonała ostatnie dzielące ich milimetry. To po prostu się stało. Wargi Łukasza smakowały winem. Wika położyła mu dłoń na policzku i głaskała go czule. Ich pocałunek był z każdą chwilą coraz bardziej ognisty. Dziewczyna zdawała sobie sprawę z tego, że on jest pijany, ale nie mogła nie rozkoszować się tym momentem zapomnienia.
Nagle ciszę w pokoju przerwał huk drzwi uderzających o ścianę i głośne przekleństwo.
– Kurwa!– warknęła Marysia, wpadając do pomieszczenia.– Piotrek! Miałeś ich pilnować!– Piotruś stał w wejściu z głupią miną. Po chwili odszedł.
– Wyjdź– zwróciła się Mania do Wiki.– Wyjdź stąd, ale już. Zostaw go w spokoju!
– Nie tobie o tym decydować– odpowiedziała Wika, starając się panować nad nerwami. Maria zmrużyła oczy.
– Powiedziałam: wyjdź– syknęła. Łukasz patrzył na obie dziewczyny, a jego wzrok znów był szklisty i półprzytomny, ale malowała się w nim też jakaś rozpacz. Widząc, że od niego nie doczeka się pomocy, Wiktoria w sekundę straciła cały zapał. Wyszła z pokoju, w drzwiach mijając się z Martyną. Przyjaciółka spojrzała na nią, ale nie powiedziała ani słowa. Zapewne wiedziała już, co się stało.
Piotrek stał tuż za drzwiami. Spojrzał na Wikę ze współczuciem.
– Chodź do pokoju. Ci alkoholicy już się położyli, został tylko Maciek– objął ją ramieniem i zaprowadził do stołu. Gdy usiadła, a raczej bezwładnie opadła na swoje miejsce, nalał jej Sprite’a do czystej szklanki. Ona jednak westchnęła ciężko i sięgnęła po butelkę z wódką. Nic sobie nie robiąc z głupich spojrzeń chłopaków, napełniła kieliszek i wypiła. Gdy odstawiała naczynie na stół, do pokoju weszła zapłakana Marysia, obejmowana przez Martynę. Przyjaciółka Wiki podała dziewczynie jej szklankę, w której była resztka wygazowanej coli. Mania wychyliła ją podobnie desperackim ruchem, jak Wiktoria przed chwilą. Zniknęła cała energia, z którą próbowała porozumieć się z Łukaszem. Teraz Marysia była tylko pijaną dziewczyną, której chłopak właśnie złamał serce, całując inną. Wika jednak nie mogła czuć wobec niej litości. Zbyt wiele miała jej w tej chwili wobec samej siebie.
– On tam został sam?– spytał cicho Piotrek Martynę. Ta skinęła głową.
– Nie pomożemy mu– odpowiedziała szeptem.– Lepiej zajmijmy się Manią– i objęła Marysię, nie zaszczycając Wiki nawet spojrzeniem. Dziewczyna poczuła bolesne ukłucie w sercu, widząc demonstracyjną złość przyjaciółki. Piotrek posłał jej przepraszający uśmiech.
– Boże– bełkotała doskonale słyszalnym w ciszy półgłosem Mania– chyba jestem najebana… Chyba na pewno… Maciek, daj mi rękę– złapała go za dłoń– tak mi jakoś raźniej… Maciuś, jakie ty masz fajne palce! Dlaczego ten jest taki krzywy? Zobacz, ten jest inny… Czemu tu jest tak zimno? Otworzyliście okno? Jak nie, to otwórzcie, bo będę rzygać– ostrzegła lojalnie. Uczynny Piotrek uchylił okno. Dziewczyna przewiesiła się przez parapet i dalej coś mamrotała. Po chwili usiadła znów na swoim miejscu. Wyjęła telefon i włączyła kolejną tego wieczoru piosenkę happysadu- „Niezapowiedziana”. Wika miała dość. Nie mogła wyjść z tej imprezy bez Martyny, która była zajęta pocieszaniem Marysi. Bolały ją współczujące spojrzenia Piotrka.
– Idę do łazienki– mruknęła, bardziej do siebie niż do towarzyszy, i wyszła.
– Nie zabłądź!– usłyszała jeszcze troskliwe ostrzeżenie Maćka. Uśmiechnęła się lekko i weszła do łazienki.
Spojrzała na siebie w lusterku. Starannie nakładany przed wyjściem makijaż nie wytrzymał bez poprawiania, ale przestało jej na tym zależeć. Przeczesała jedynie włosy i ponownie związała je w kucyk. Odkręciła zimną wodę i chlusnęła sobie nią w twarz. Trochę ją to rozbudziło, ale nadal czuła się nierealnie.
Nagle poczuła dziką ochotę na to, by wejść do pokoju Łukasza i dać chłopakowi w twarz. Byłoby to całkiem bezcelowe, bo zapewne zwijał się teraz z poczucia winy lub po prostu spał, upojony alkoholem. Świerzbiły ją jednak ręce. Jej bezradność prawie zawsze kończyła się wściekłością lub łzami, lub jednym i drugim.
– Muszę się trzymać– powiedziała cicho przez zaciśnięte zęby, patrząc na odbicie, które powtarzało ruchy jej ust.– Wytrzymam godzinę i wrócimy z Martyną do domu. Godzina, może mniej. Wytrzymam!– postanowiła. Nie marzyła jednak o niczym prócz powrotu do domu, opadnięcia na własne łóżko i oddania się przemyśleniom w świętym spokoju.
Wyszła z łazienki. Tuż za drzwiami wpadła na Marysię, która była dziwnie blada. Wika oddaliła się szybkim krokiem, domyślając się, że teraz dziewczyna może spełnić swoje ostrzeżenie i zwymiotować. Wolała nie być w pobliżu.
Wszyscy prócz Mani siedzieli na swoich miejscach w dokładnie takich samych pozycjach, jak przed jej wyjściem.
– Nie zabłądziłaś– zauważył Maciek.
– Chcecie jechać do domu?– spytał Piotrek.– Mogę was odwieźć.
– Chwilowo musimy tu zostać– odpowiedziała Martyna.– Ale dzięki. Co sądzisz, Wiki?
– Ja jestem za. Nie mam ochoty iść pieszo o czwartej nad ranem– Wika miała nadzieję, że jej głos wcale nie brzmiał tak żałośnie, jak ona go słyszała. Martyna wzruszyła tylko ramionami. Wolałaby przenocować u Łukasza, by móc pocieszyć przyjaciela, gdy ten obudzi się na kacu- alkoholowym i moralnym. Wiktoria jednak błogosławiła Piotrka za tę propozycję i zamierzała z niej skorzystać, choćby miała zawlec przyjaciółkę siłą do jego auta.
Marysia weszła do pokoju powolnym, słabym krokiem osoby wybitnie skrzywdzonej. Opadła na swoje miejsce i znów ujęła Maćka za rękę. Tak spędzili kolejną godzinę– w zimnym pokoju z przerywaną od czasu do czasu ciszą. O wpół do trzeciej jednak nawet Martyna miała dość.
– Piotruś, odwieziesz nas?– spytała. Kolega natychmiast podniósł się z krzesła i sięgnął po swoje rzeczy. Pożegnali się z „niedobitkami”, czyli Maćkiem i Marysią (z tą drugą tylko Piotrek i Martyna, bowiem dziewczyna nie zaszczyciła Wiki nawet spojrzeniem i weszła do pokoju, w którym miała spać) i włożyli okrycia. Dopiero wtedy pojawił się problem.
– Moja torebka jest w pokoju Łukasza!– jęknęła Martyna.
– Moja też– westchnęła Wika.– Musimy tam wejść.
– On śpi. Nie krępujcie się– Piotrek cicho otworzył drzwi. Wiktoria weszła do środka, starając się poruszać bezszelestnie. Zamierzała tylko złapać paski dwóch toreb, wystające spod biurka, i wyjść. Mimowolnie spojrzała jednak na śpiącego Łukasza. Okryty kocem, ze spadającą na oczy grzywką, wyglądał słodko i niewinnie. Zapragnęła położyć się obok albo chociaż usiąść na podłodze i nie wychodzić z tego pokoju do końca świata.
– Wika!– zasyczała groźnie Martyna od drzwi. Dziewczyna chwyciła więc torby i wyszła, nie oglądając się już. Zeszła na dół i czekała na przyjaciółkę i kierowcę przy drzwiach, wciąż mając przed oczami widok śpiącego Łukasza.
Samochód Piotrka okazał się małym busem. Chłopak otworzył swoim pasażerkom tylne drzwi, a sam usiadł za kierownicą. Włączył radio. Pierwszą piosenką, jaką Wika usłyszała, była „Kryzysowa narzeczona” Lady Pank. Znajome dźwięki i fakt, że wracała już do domu, spowodowały, że niemal się rozpłakała. Z jednej strony był to najcudowniejszy wieczór, jaki mogła sobie wymarzyć, a z drugiej– najkoszmarniejszy. Miała już dość i chciała tylko iść spać.
Piotrek wysadził je tuż pod bramą Wiki. Wysiadły z auta, pożegnawszy swojego kierowcę. Wika wydobyła klucze z torebki i otworzyła drzwi. Po drodze zajrzała jeszcze do garażu. Samochodu rodziców nie było, czyli oni nie wrócili jeszcze z imprezy, na którą się wybrali.
– Możesz mi zrobić herbatę?– spytała Martyna, gdy weszły do domu Wiktorii. Dziewczyna skinęła głową i bez słowa poszła do kuchni, gdzie nastawiła wodę. Przyjaciółka weszła za nią i usiadła na swoim ulubionym krześle przy stole.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś?– spytała nagle, przerywając napiętą ciszę. Wika wzruszyła ramionami.
– Najpierw byś mnie wyśmiała, a potem odsunęła od Łukasza. Nie miałabym z nim kontaktu, gdyby nie ty.
– Od kiedy jesteś w nim zakochana?
– Od pierwszego spotkania.
– Jak romantycznie– prychnęła sarkastycznie Martyna. Wiktoria opuściła głowę, zawstydzona. Nienawidziła mówić komuś na głos o swoich uczuciach. Gdy informowała Olgę, że się zakochała, nie powiedziała tego wprost, a jedynie naprowadziła przyjaciółkę. Bała się właśnie tego, co nastało- męczącej ciszy, niedyskretnych pytań i kłopotliwych spojrzeń. Na szczęście woda w czajniku zaczęła się gotować. Wika wrzuciła torebki z herbatą do kubków i zalała je wrzątkiem, po czym postawiła jeden przed przyjaciółką, a drugi trzymała w dłoniach, obejmując gorące naczynko palcami. Nie usiadła przy stole– oparła się biodrem o szafkę. Wstydziła się spojrzeć w twarz Martynie.
Obie przyjaciółki piły herbatę w ciszy. Zegarek na piekarniku wskazywał 3.15.
– Przepraszam– powiedziała wreszcie Martyna zdławionym głosem.– Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. Po prostu nie spodziewałam się, że możesz zakochać się w Łukaszu! Zachowywałaś się wobec niego… przyjacielsko i nic więcej. No i przykro mi, że nic nie powiedziałaś.
– Ja też przepraszam– odpowiedziała Wiktoria. I nim zdążyła się zorientować, już tonęła w uścisku przyjaciółki i wyrzucała z siebie gromadzone miesiącami emocje.
– Jutro… to znaczy dzisiaj, jak wstaniemy, chyba pójdę do Łukasza, zobaczyć jak się ma jego kac. Idziesz ze mną?– spytała Martyna, dopijając herbatę. Wika potaknęła skinieniem głowy. Musiała porozmawiać z chłopakiem na spokojnie, bez balastu wypitego alkoholu.
Wiki wstawiła puste kubki do zmywarki i razem z Martyną udała się do swojego pokoju, gdzie wreszcie mogła paść na łóżko i zasnąć. Przewracała się jednak z boku na bok do siódmej rano, wciąż mając przed oczami twarz Łukasza, a na wargach czując jego pocałunek.
Obudziły się obie o wpół do pierwszej po południu i to tylko dlatego, że zadzwoniła komórka Martyny. Wika w półśnie zarejestrowała, że przyjaciółka umawia się z kimś na dwie godziny później. Dopiero, gdy usłyszała imię Łukasza, rozbudziła się. W tej samej chwili jednak Martyna zakończyła połączenie.
– Dzień dobry. Mogę pierwsza iść do łazienki?– spytała, odkładając telefon na biurko. Wika pokiwała głową, siadając na łóżku. Odruchowo sięgnęła po swoją komórkę, wyciszoną od wczorajszego wieczoru. Miała kilka nieodebranych SMS- ów z życzeniami noworocznymi. Odłożyła telefon, nieco zawiedziona, ale i zła na samą siebie, że spodziewała się jakiejś wiadomości od Łukasza.
Martyna weszła do pokoju. Jej twarz nosiła ślady mycia zimną wodą, włosy miała związane w praktyczny koczek.
– Łukasz do mnie dzwonił– powiedziała, siląc się na obojętny ton. Wika uniosła głowę.– Powiedziałam mu, że będę koło trzeciej. Nadal chcesz ze mną iść?
– Tak– odpowiedziała zdecydowanie Wiktoria, wstając z łóżka. Lekko zakręciło jej się w głowie, ale nie straciła równowagi.– Ogarnę się, zjemy coś i możemy lecieć– dodała, podchodząc do szafy. Wyjęła z niej świeże ubrania– szary sweter i czarne spodnie. Poleciwszy przyjaciółce, by włączyła komputer, jeśli chce, Wika wyszła do łazienki.
Najchętniej wzięłaby kąpiel, ale nie miała na to czasu, więc tylko umyła głowę, zęby i uczesała mokre włosy. Włożyła czyste ubranie i znów spojrzała na siebie w lustrze. Wyglądała identycznie jak w nocy, w łazience Łukasza– blada, bez makijażu. Czuła się też podobnie nierealnie. Oparła się o umywalkę. Na samą myśl, że musi wybrać się do Łukasza i porozmawiać z nim poważnie, serce zaczynało jej mocniej bić. Z jednej strony niesamowicie się bała, z drugiej– nie mogła się już doczekać, by wszystko wyznać. Posłała swojemu odbiciu krzepiący uśmiech (wyszedł dość słabo) i wyszła z łazienki.
Martyna włączyła sobie komputer i sprawdzała Facebooka przy cichym akompaniamencie Lady Pank. Przez chwilę jeszcze siedziały „na fejsie”, a później zeszły do kuchni, gdzie zjadły obiad. I wreszcie nadszedł wyczekiwany przez Wikę moment– wyszły z domu, by piętnaście minut później zapukać do drzwi Łukasza.
Usłyszały głośny tupot nóg i drzwi otworzyły się. Chłopak stanął na progu z miną osoby z ciężkim syndromem dnia następnego. Tak też z resztą wyglądał– podkrążone oczy, rozczochrany, w nie uprasowanych ciuchach. Na widok Martyny ożywił się nieco, jednak zobaczywszy Wikę, mina ponownie mu zrzedła.
– Wejdźcie. Ciągle jest trochę bałagan, nie zdążyłem wszystkiego posprzątać– odsunął się i zaprosił je gestem. Zdjęły buty i wspięły się po schodach. Nim jednak zdążyły ukryć się w pokoju Łukasza, jego matka wyszła ze stertą pustych plastikowych butelek z pomieszczenia, w którym spędzili sylwestra.
– Dzień dobry– powiedziały chórem.
– Dzień dobry, Martynko– kobieta uśmiechnęła się do dziewczyny, obrzucając Wikę jedynie chłodnym spojrzeniem. Uwielbiała przyjaciółkę swego syna, która przeszła z nim więcej niż jego dziewczyny razem wzięte. To ją widziałaby najchętniej w roli swojej synowej. Wiktorię znała, oczywiście. W tak niewielkich miejscowościach wszyscy się znali. Dziewczyna była jej jednak całkiem obojętna.
Łukasz otworzył dziewczynom drzwi do swojego pokoju i wepchnął je tam, nim Martyna zdążyła rozgadać się z jego matką. Usiedli tak samo jak kilkanaście godzin wcześniej– one na łóżku, on na krześle. Przez kilka sekund panowała cisza.
– Jak tam cała reszta po sylwestrze?– spytała Martyna. Łukasz machnął ręką.
– Cudownie– rzekł jadowicie.– Wstali o dziesiątej. Kamil, ten kolega Maćka, poszedł do łazienki i zaginął na dziesięć minut. Wysłaliśmy posiłki w postaci Maćka. Po kolejnych dziesięciu minutach zadzwonił do nas z łazienki, że ma zakładnika i żąda okupu– chłopak uśmiechnął się szeroko. Dziewczyny wybuchnęły śmiechem. Atmosfera znacznie się rozluźniła. Przez chwilę rozmawiali jeszcze na temat porannego „porwania”. Potem jednak drzwi otworzyły się cicho, nasuwając całej trójce skojarzenie z wślizgującą się do pokoju Marysią. Była to jednak tylko matka Łukasza.
– Martynka, chodź ze mną do kuchni, zrobiłam wam herbatę– uśmiechnęła się. Martyna spojrzała czujnie na Wikę. Ta skinęła lekko głową. Dziewczyna podniosła się i wyszła, a Wika wzięła głęboki wdech. Już. Chwila prawdy.
– Łukasz…– zaczęła. Chłopak momentalnie się spiął.– Chciałam porozmawiać o tym, co było wczoraj. O tym pocałunku. Czy ty…– urwała. Przełknęła ślinę.
– Byłem pijany– powiedział Łukasz tonem wyjaśnienia. Skinęła głową.
– Wiem. Chodzi o to, czy to miało być coś, na co nie zdobyłbyś się na trzeźwo. Czy ty chcesz, żebyśmy…– znów przerwała.
– Zgłupiałaś?– chłopak spojrzał na nią jak na idiotkę.– Byłem pijany. Pocałowaliśmy się, bo siedziałaś za blisko, a ja nie wiedziałem, co robię. Czy kiedykolwiek dałem ci nadzieję na coś więcej?
– Tak– odpowiedziała zdławionym głosem.– Tak, bez przerwy dawałeś mi nadzieję.
– Głupia jesteś– spojrzał na nią chłodno.– Jesteśmy przyjaciółmi. Chociaż nie, to nawet za duże słowo. Po prostu kumplami. Nie wiem, czemu uroiłaś sobie, że mógłbym się w tobie zakochać.
– Nie wiem– odpowiedziała, skołowana. Poczuła, że w kącikach oczu zbierają jej się gorące łzy.– Nie wiem, po prostu… tak wyszło– opuściła głowę. Włosy opadły jej na policzki, zasłaniając twarz. W tej właśnie chwili drzwi ponownie zostały otwarte i weszła Martyna z tacą, na której stały trzy kubki i cukiernica. Korzystając z tego, że Łukasz rzucił się na pomoc przyjaciółce, Wika otarła łzy wierzchem dłoni, błogosławiąc się w duchu że odpuściła sobie makijaż, choć ją korciło. Właśnie zamieniałaby się w misia pandę.
Martyna postawiła tacę na biurku i podała Wice kubek z herbatą. Wyciągnęła w jej stronę również cukier, ale dziewczyna pokręciła głową. Potrzebowała, podobnie jak w nocy, mocnej, gorzkiej herbaty, która nieco przywróciłaby jej poczucie realności po upokorzeniu przez Łukasza. Miała nadzieję, że jej przyjaciółka nie domyśli się, co zaszło, nie doceniła jednak Martyny. Widząc zaczerwienione oczy Wiki i zawziętą, rozzłoszczoną minę Łukasza, doskonale zorientowała się w sytuacji. Nie chcąc przeciągać ciszy, zagadnęła chłopaka o tematy związane ze szkołą.
Wiktoria piła parzący napar, pogrążając się w niewesołych rozmyślaniach. Gadanina przyjaciółki i „kumpla” wpadała jej jednym uchem, a wypadała drugim. Patrzyła ponuro na Łukasza i myślała, że on ma rację. Jak mogło przyjść jej do głowy, że taki chłopak jak on mógłby ją pokochać?! Łukasz był przystojny, utalentowany i popularny. Zawsze otaczało go grono znajomych, gotowych zrobić dla niego bardzo wiele. Miała wrażenie, że ze wszystkimi dogaduje się lepiej, niż z nią. A Wiktoria? Niezbyt ładna, bez żadnych wyróżniających cech osobowości… Przeciętna, a nawet poniżej normy. Nikt nie mógł się w niej zakochać. Jako jedyna z całego swojego najbliższego otoczenia, nie miała jeszcze chłopaka. Udawała, że wcale jej to nie interesuje, że ma jeszcze czas, a tak naprawdę chciało jej się płakać, gdy kolejna bliska koleżanka chwaliła się pocałunkami z chłopakami w ciemnościach kina lub w autobusie. Wika nie miała powodzenia, czasem zastanawiała się, jaki „defekt fabryczny” jest tego przyczyną. Ona i Łukasz… to musiałby być sen. Tak, chłopak miał rację, nazywając ją głupią. Głupotą było spodziewać się, że i jej mogłoby się wreszcie coś udać. Nie z tym „defektem”. Już dawno nie czuła się tak beznadziejna i do niczego. Zapragnęła nagle zwinąć się w kłębek na łóżku Łukasza i zasnąć. Zrobiłaby to bez wahania, gdyby ktoś obiecał jej, że już nigdy się nie obudzi i nie będzie musiała cierpieć tak, jak w tej chwili.

***
Styczeń 2013

Wiktoria otrząsa się z zamyślenia. Gdy rozpamiętywała minione dni, kilka piosenek w odtwarzaczu zdążyło przeskoczyć. Teraz słychać cichą „Modlitwę III” Dżemu. Wika wtóruje Ryśkowi. Od jakiegoś czasu kocha tę piosenkę, najbardziej z całego repertuaru grupy. Utwór daje jej nadzieję, że Bóg pozwoli jej spróbować jeszcze raz, a czas zaleczy rany.
Łukasz nie odezwał się ani razu od feralnego Nowego Roku. Martyna owszem, kontaktowała się, ale ich relacje nie były już tak bliskie jak kiedyś. Wika popełniła błąd, ukrywając przed dziewczyną uczucia do chłopaka. Teraz nie mogły już ufać sobie jak dawniej. Wiki zbliżyła się za to bardzo do Olgi, która jako jedyna słuchała jej żalów i ocierała płynące łzy. A te pojawiały się bardzo często. Mimo, że zwykle Wika potrafiła szybko się pozbierać, tym razem jej poczucie własnej wartości zostało zrujnowane. Dziewczyna czuła się beznadziejna, gorsza od pozostałych. Nie raz miała też myśli samobójcze, choć dotąd nigdy jej się to nie zdarzało. Próbując zrozumieć Łukasza, przestała rozumieć samą siebie.

***
Co nam zostało z tych lat
Dawne dni, czułe dni, wonią bzów przepojone
Wiosna we krwi, szumiał złoty nasz śpiew
Dziś jesień łka, lecą dziś zwiędłe liście z drzew
I bolesny sen mi się śni - z nocy i dni minionych.
Co nam zostało z tych lat miłości pierwszej
Zeschnięte liście i kwiat w tomiku wierszy
Wspomnienia czułe i szept i jasne łzy co nie schną
I anioł smutku co wszedł i tylko westchnął.

KONIEC

Przypominam, iż całą "Modlitwę" można znaleźć w zakładce o tym tytule. Póki co ona tam zostanie, więc jeśli ktoś chciałby nadrobić braki, to proszę bardzo xD

Uff, przesłuchałam chyba całą Transfuzję ze 4 razy przy pisaniu tej notki :D Tak więc na dziś już wystarczy. Do napisania niebawem ;3
Pa!

piątek, 24 maja 2013

019 Lista BBC

Hej!

Post jest zaplanowany, bo chciałam z tym poeksperymentować ^^ Napisałam go w czwartek, bo  w piątek są moje imieniny, a popołudnie spędzam w gabinecie dentystycznym.
Słyszeliście kiedyś o liście 100 książek, utworzonej przez BBC? Są to książki, które wg. nich każdy powinien przeczytać w swoim życiu. Ponieważ jestem książkomaniakiem, postanowiłam podjąć się tego. Nie zamierzam wypożyczać wszystkiego po kolei, ale po prostu od czasu do czasu wziąć z biblioteki lub kupić którąś z tych książek. Listę zamieszczam poniżej, pogrubione są te pozycje, które udało mi się już przeczytać. Po przeczytaniu każdej kolejnej postaram się aktualizować listę, a może nawet pisać kilka zdań o książce w kolejnych notkach :)
Aktualnie czytam "Telefony do przyjaciela" Anny Łaciny. Póki co średnio mnie to wciągnęło, no ale jestem na samym początku i liczę, że dalej akcja się rozkręci.
 A Wy? Co czytacie? Zapoznaliście się już z jakimiś książkami z listy BBC?

1. Duma i uprzedzenie - Jane Austen
2. Władca pierścienia - JRR Tolkien

3. Jane Eyre - Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze - JK Rowling
5. Zabić drozda - Harper Lee
6. Biblia
7. Wichrowe Wzgórza - Emily Bronte
8. Rok 1984 - George Orwell
9. Mroczne materie (seria) - Philip Pullman
10. Wielkie nadzieje - Charles Dickens
11. Małe kobietki - Louisa M Alcott
12. Tessa D’Urberville - Thomas Hardy
13. Paragraf 22 - Joseph Heller
14. Dzieła zebrane Szekspira
15. Rebeka - Daphne Du Maurier
16. Hobbit - JRR Tolkien
17. Birdsong - Sebastian Faulks
18. Buszujący w zbożu - J.D. Salinger
19. Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch - George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell

22. Wielki Gatsby - F Scott Fitzgerald
23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) - Charles Dickens
24. Wojna i pokój - Leo Tolstoy
25. Autostopem przez Galaktykę - Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead - Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara - Fiodor Dostoyevsky
28. Grona gniewu - John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów - Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby - Kenneth Grahame
31. Anna Karenina - Leo Tolstoy
32. David Copperfield - Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) - CS Lewis
34. Emma - Jane Austen
35. Perswazje - Jane Austen
36. Lew, Czarownica i Stara Szafa - CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem - Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) - Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy - Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek - AA Milne
41. Folwark zwierzęcy - George Orwell
42. Kod Da Vinci - Dan Brown
43. Sto lat samotności - Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena - John Irving
45. Kobieta w bieli - Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza - LM Montgomery
47. Z dala od zgiełku - Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej - Margaret Atwood
49. Władca much - William Golding
50. Pokuta - Ian McEwan
51. Życie Pi - Yann Martel
52. Diuna - Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm - Stella Gibbons
54. Rozważna i romantyczna - Jane Austen
55. Pretendent do ręki - Vikram Seth
56. Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) - Mark Haddon
60. Miłość w czasach zarazy - Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) - John Steinbeck
62. Lolita - Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia - Donna Tartt
64. Nostalgia anioła - Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo - Alexandre Dumas
66. W drodze - Jack Kerouac
67. Juda nieznany - Thomas Hardy
68. Dziennik Bridget Jones - Helen Fielding
69. Dzieci północy - Salman Rushdie
70. Moby Dick - Herman Melville
71. Oliver Twist - Charles Dickens
72. Dracula - Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy - Bill Bryson
75. Ulisses - James Joyce
76. Szklany klosz - Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki - Arthur Ransome
78. Germinal - Emile Zola
79. Targowisko próżności - William Makepeace Thackeray
80. Opętanie - AS Byatt
81. Opowieść wigilijna - Charles Dickens
82. Atlas chmur - David Mitchell
83. Kolor purpury - Alice Walker
84. Okruchy dnia - Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary - Gustave Flaubert
86. A Fine Balance - Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty - EB White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie - Mitch Albom
89. Przygody Scherlocka Holmesa - Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection - Enid Blyton
91. Jądro ciemności - Joseph Conrad
92. Mały Książę - Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os - Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze - Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców, Sprzysiężenie osłów - John Kennedy Toole
96. Miasteczko jak Alece Springs - Nevil Shute
97. Trzej muszkieterowie - Alexandre Dumas
98. Hamlet - William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady - Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo

18/100 :) To już coś :D

niedziela, 19 maja 2013

018 Kosmetyki

Hej!

Nie ma co, świetna sobota! Byliśmy na powiatowym etapie konkursu o Unii Europejskiej. Byłam chyba najmłodsza (sami trzecioklasiści), a zajęłam pierwsze miejsce! Razem z Asią z mojej szkoły jadę w czerwcu do Brukseli :) Jestem strasznie podekscytowana, dopiero teraz to wszystko do mnie dociera, choć wyniki znam już tyle godzin!
Ale nie o Brukseli dzisiaj chciałam Wam napisać, ale dodać recenzję kosmetyków. Będzie to moja pierwsza notka na ten temat, mam nadzieję, że się uda. No to... zaczynamy! :)



Czekoladowy żel do kąpieli "Dairy Fun"


Dostałam go od siostry na imieniny. Kupić można w drogeriach Rossmann, kosztuje ok. 10 zł. Jest to jeden z żeli z serii Dairy Fun. Widziałam również karmelowy i truskawkowy, nie wiem, czy jest więcej :)
Opakowanie ma 400 ml. Jest dość wygodne w aplikacji- co prawda wolałabym bardziej giętki plastik, ale i tak nie można narzekać. Konsystencja jest półpłynna, raczej gęsta. Kolor- jasnobrązowy. No i oszałamiający zapach czekolady! To zdecydowanie był czynnik, który sprawił, że wybrałam ten żel :) Pachnie on mleczną czekoladą. Może odrobinkę chemicznie, ale ponieważ jestem czekoladoholikiem i jadłam już takie cuda jak czekolada z Pewnego Sklepu o Owadziej Nazwie (bez kryptoreklamy), to wcale mi to nie przeszkadza <3
W skali 10 punktów przyznaję 9,5 :3

Kiedy się umyję, pachnę jak dobra cukiernia. A to za sprawą powyższego żelu oraz pomarańczowego peelingu Joanna.

Z tym kosmetykiem zetknęła się chyba każda dziewczyna. Kupić je można prawie wszędzie. Ja mój nabyłam w niewielkim lokalnym markecie, za jakieś 6 zł. Jestem z niego zadowolona. Wybrałam pomarańczowy, ale była to wyliczanka, bo mam ochotę przetestować również grejpfrutowy i żurawinowy. Opakowania są malutkie, ale wygodne. Konsystencja jest ok, acz spodziewałam się czegoś mniej "żelowego" :) Peelingi mają piękne, naturalne zapachy, ale nie utrzymują się one długo :\ Ale i tak zamierzam kupić ich więcej i testować dalej :D

10/10

Ponieważ ostatnio obcięłam włosy, postanowiłam o nie zadbać. I dlatego na zakupach poszalałam z siostrą i kupiłyśmy odżywkę do włosów Gliss Kur Ultimate Volume.

Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, jak opisać ten kosmetyk. Moje włosy są dziwne, nie wszystkie szampony i odżywki na nie działają. Ta chyba akurat nie działa. Nie widzę jakiejś dużej różnicy przed i po zaczęciu stosowania. Włosy są może minimalnie bardziej uniesione, ale równie dobrze może to być efekt tego, że są po prostu odciążone- przedtem sięgały mi do pasa, a teraz za ramiona. No i do tego mam delikatną skórę głowy, muszę używać szamponów przeciwłupieżowych, a najlepiej w ogóle zmieniać szampon co 2-3 mycia (pół łazienki zawalone szamponami, pożyczam od całej rodziny...). Po ostatniej aplikacji znowu zauważyłam u siebie łupież, ale nie wiem, czy wynika to z odżywki czy po prostu za długo stosuję jeden szampon... Postaram się jakoś to rozwikłać ^^ A jeśli chodzi o samą odżywkę, kosztowała chyba 12 zł. Kupić ją można w drogeriach, na pewno w Rossmannie i Naturze. Jest dość gęsta, ale mało wydajna, trzeba całkiem sporo wycisnąć żeby wystarczyło na całe włosy. Ma bardzo delikatny, miły zapach, który nie utrzymuje się na włosach.

W sumie oceniam na 2/10.

Uff... No, mam nadzieję, że podołałam :)
Jak wam mija niedziela? Mi całkiem fajnie :)
Lecę robić ciastka, a później może wskoczę na rower :)
Buziaki




sobota, 11 maja 2013

017 Liebster Award

Hej!

Nie miałam w planach dodawania notki dzisiaj ani jutro, a dopiero jakoś w ciągu tygodnia, ale spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Nina nominowała mnie do nagrody Liebster Award! :) Bardzo Ci dziękuję, Nina, bo zawsze chciałam wziąć udział w tej zabawie :)
O co w tym chodzi?

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za " Dobrze Wykonaną Robotę ". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 blogów ( informujesz ich o tym ) i zadajesz im 11 pytań.
Nie wolno nominować bloga , który Ciebie nominował."

No to lecimy!

Otrzymane pytania:



1.Dlaczego założyłaś bloga?
Z nudów, ale też dlatego, ze chciałabym się dzielić z ludźmi swoją twórczością (DIY i pisanie).
2.Co lubisz robić?
Słuchać muzyki, czytać, jeździć rowerem i parę innych rzeczy :)
3.Jesteś tolerancyjna?
Zależy w jakim obszarze, np. chamstwa nie toleruję. Ale jeśli chodzi o inne wyznania czy orientacje, jak najbardziej jestem :)
4.Twoje hobby to...?
Ojj.. ciężko powiedzieć. Chyba pisanie i robienie bransoletek.
5.Czy lubisz czytać książki?
Bardzo! Nie wyobrażam sobie życia bez czytania! :)
6.Twoja ulubiona książka to..?
"Bractwo Bang Bang", "Władca Pierścieni", "Harry Potter". Spośród tych trzech nie wybiorę ulubionej ;)
7.Twój ulubiony film to...?
Titanic ^^ ale lubię też Avengersów ;3
8.Jakie blogi lubisz?
Różne ;) nie mam ulubionego typu i konkretnego adresu.
9.Czy masz najlepszą przyjaciółkę/ela?
Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Załóżmy, że nie.
10.Twoje ulubione zwierze to...?
Kot!
11.Ilu masz przyjaciół?
Czterech :)

Niestety, nie nominuję 11 blogów, gdyż nie znalazłam AŻ tylu interesujących mnie. Moje nominacje:

1. http://my-life-the-paula.blogspot.com/
2. http://ela-and-lena.blogspot.com/
3. http://kocia-poradnia.blogspot.com/
4. http://fioletowe-serce.blogspot.com/

Moje pytania:
1. Co najbardziej lubisz w blogowaniu?
2. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
3. Jaka piosenka jest ostatnio Twoją ulubioną?
4. Jakiego utworu nie wyrzuciłabyś nigdy ze swojej playlisty?
5. Co jest wg. Ciebie najgorszym "grzechem", przewinieniem?
6. Na jakim filmie ostatnio byłaś w kinie?
7. Jakiego kosmetyku najczęściej używasz?
8. Kiedy i co zrobiłaś ostatnio po raz pierwszy?
9. Co robisz w wolnym czasie?
10. Jaka była ostatnia kupiona przez Ciebie rzecz?
11. Jaka była Twoja reakcja na nominację? :)


Życzę Wam miłego odpowiadania, dziewczęta!
I jeszcze raz dziękuję Ninie za nominację <3

Przy najbliższej okazji postaram się może dodać jakiś outfit albo recenzję kosmetyków.
Pytanie zadane w ostatniej notce- jakie nagrody chcielibyście otrzymać w moim i Niny konkursie- ciągle jest aktualne! :)

Lecę
Buziaki ;3

czwartek, 9 maja 2013

016 Między innymi matury i "Modlitwa" cz. III

Hej!
Czy u Was też wreszcie jest taka piękna pogoda? <3 Nie mogłam się już doczekać, aż wyjdzie słońce! Kocham, kiedy jest ciepło, zawsze mam lepszy nastrój :) I nawet chce mi się pisać notki! ^^
Jest tu jakiś maturzysta/-ka? Jak Wam poszedł polski, a jak matematyka? Podobno matura z matematyki była bardzo łatwa i statystyczny gimnazjalista byłby w stanie rozwiązać zadania na 40%. Tak mnie uderzyło to zdanie, że aż zgłosiłam się do konkursu matematycznego! Pierwszy etap 3 czerwca, trzymajcie za mnie kciuki :) A 18 maja mam powiatowy etap konkursu o UE, i jestem bardzo niezadowolona, ponieważ trafiłam do pary z osobą, z którą baaardzo nie chciałam być... No ale może jakoś to będzie. Na jutro powinnam przeczytać 300 stron, ale odpuszczam sobie, nie będę zarywać nocy :)
Przyszła wiosna, zaczęło się wychodzenie na boisko i biegi na 800 metrów... Mam koszmarne zakwasy- dwa dni biegania. A wczoraj jeszcze byłam na zakupach z przyjaciółmi... I oczywiście nic nie kupiłam, bo tylko ja potrafię przymierzać pół sklepu, wdzięczyć się do luster w przymierzalni i po otrzymaniu komplementów ze strony damskiej i męskiej oświadczyć, że nie biorę tej rzeczy ^^ Ale postanowiłam, że kupię tę sukienkę:
Uważam, że jest ładna i dobrze na mnie leży ^^ Szkoda tylko że nie ma rozmiaru 36, bo 34 jest trochę ciasny, a 38 zapewne będzie na mnie wisiał... No ale zobaczymy ^^
Za to dziś kupiłam sobie lakier do paznokci w wymarzonym kolorze fiołkowym. Jest mniej więcej takiej barwy:
No, troszkę jaśniejszy. Dodałabym zdjęcie moich paznokci, ale po ostatnim spadku humoru są koszmarnie poobgryzane, a skórki wyglądają jak pobojowisko :\ Ale za to teraz zapuszczam i postaram się ich nie zjeść.

Jeśli śledzicie bloga Niny to zapewne zauważyliście, że podjęłyśmy współpracę :) Póki co nie mamy jeszcze dokładnych szczegółów, ale ponieważ obie piszemy, planujemy konkurs na opowiadanie. Kiedy coś ustalimy, z pewnością dam Wam znać- poświęcę osobną notkę regulaminowi i nagrodom (oczywiście, że będą ^^ jeśli macie jakieś życzenia co by to moglo być, to piszcie!). Póki co zapraszam na bloga Niny i do przeczytania III części "Modlitwy". Lubię ten fragment, bo jest oparty na faktach, ale z drugiej strony uważam, że to najsłabsza część opowiadania.  Nie martwcie się jednak, już niewiele zostało :)
Całe opublikowane dotąd opowiadanie do wglądu W TYM MIEJSCU ^^


***
Październik 2012

Piosenka wybrzmiewa do końca. Wika wypuszcza powietrze z płuc i ociera łzy wierzchem dłoni. Spowodowane są w połowie katarem, a w połowie filmem– jej ukochanym „Skazanym na bluesa”.  Za każdym razem płakała.
Pociągnęła nosem i sięgnęła po chusteczkę. Przeziębienie właściwie już jej przeszło, został tylko ten irytujący katar. Osuszyła zmaltretowany nos i spojrzała tęsknie na swoje łóżko. Planowała zrobić jeszcze kilka rzeczy, ale była padnięta. Ostatnie dwa dni przespała, zrzucając wszystko na chorobę. W efekcie o godzinie 21:20– a ta właśnie wybiła– nie marzyła o niczym prócz pójścia spać. Wyłączyła więc komputer i zabrała się za poszukiwania piżamy.
Była już w drodze do łazienki, gdy usłyszała dzwonek swojego telefonu.
– Kogo nosi?– mruknęła do siebie.– Może Łukasza– uśmiechnęła się pod nosem. Że też jeszcze w to wierzy!
Wzięła telefon z biurka i rzuciła krótkie spojrzenie na ekran. Gdy do jej zmęczonego mózgu dotarło, kto dzwoni, niemal upuściła komórkę. Imię Łukasz i uśmiechnięta buzia pojawiały się i gasły, gdy wybrzmiewały kolejne sygnały. Tysiące myśli przebiegało Wice przez głowę. Czy to możliwe, żeby on naprawdę do niej dzwonił, by porozmawiać? Nie, to nierealne. To pewnie Martyna zabrała mu telefon i dzwoni do niej, bo sama jest spłukana.
– Halo– odezwała się pewnie. Nastawiona na to, że usłyszy po drugiej stronie przyjaciółkę, niemal usiadła, gdy odezwał się męski głos.
– Cześć, Wiki– powiedział Łukasz, przeciągając samogłoski w jej imieniu. Dziewczyna poczuła swoje serce gdzieś w okolicy przełyku.
– Cześć– odpowiedziała słodkim głosem. Ledwie słyszała samą siebie, za to chłopaka w słuchawce– wręcz przeciwnie.
– Słuchaj, jesteś w swojej willi?– spytał. Zmarszczyła brwi.
– Co masz na myśli?
– Czy jesteś w domu.
– No a gdzie mam być? Jest wpół do dziesiątej!
– Dwudziesta pierwsza dwadzieścia dziewięć– sprostował.– Bo jest taka sprawa, że jestem pod twoją posesją.
– Że co?– spytała głupawo.
– No, jestem pod twoim domem. Jeśli chcesz, to wyjrzyj przez okno, przekonasz się, że mówię prawdę– nim skończył mówić, ona już podbiegała do okna. Przezornie nie zapaliła światła na korytarzu, by jej sylwetka nie odcinała się na jasnym tle. Był tam! Poznałaby wszędzie tę postać. Ciemny kształt opierał się o latarnię uliczną, trzymając rękę przy uchu. Widziała go wyraźnie na tle bieli śniegu, który spadł w tym roku wyjątkowo wcześnie.
– Wyjdziesz?– spytał.
– Daj mi pięć minut– poprosiła spontanicznie.
– Czyli wyjdziesz? Naprawdę?– ucieszył się.– No to czekam– i zerwał połączenie. Wika poczuła, że wstępują w nią nowe siły. Rzuciła się z powrotem do swojego pokoju. Na zewnątrz było zimno, panował kilkustopniowy mróz, więc dziewczyna chwyciła przewieszone przez poręcz krzesła spodnie w intensywnym, czerwonym kolorze. Wciągnęła je na legginsy, w których chodziła po domu i jednym ruchem zapięła dwa guziki. Zdjęła czarną, sztruksową kurtkę z wieszaka i ruszyła biegiem ku drzwiom.
– A ty gdzie?– zatrzymał ją tata. Westchnęła.
– Muszę wyjść. Na chwilkę, naprawdę– nerwowo zrobiła krok w kierunku drzwi.
– Zwariowałaś?! Jest wpół do dziesiątej! Gdzie ty chcesz łazić o tej porze?– spytał ojciec.
– Ktoś na mnie czeka!– krzyknęła, tracąc nerwy. Serce zamierało jej z przerażenia, że Łukasz mógł już odejść.
– Kto?
– Martyna!– wrzasnęła pierwsze imię, które przyszło jej do głowy. Ojciec nie przepadał za jej przyjaciółką, ale z pewnością będzie przychylniejszy wobec niej niż wobec chłopaka, którego nie znał.
Mężczyzna westchnął i spojrzał na córkę. Policzki płonęły jej ogniem, w oczach coś błyszczało– niezdrowe podekscytowanie albo „tylko” gorączka. Rzucił okiem na zegarek.
– Masz piętnaście minut, Wiktoria. I ani chwili dłużej– powiedział stanowczo i odszedł. Jeszcze nim dotarł do swojego ulubionego miejsca przed telewizorem, jego córka trzasnęła drzwiami wyjściowymi.
Mroźne powietrze uszczypnęło Wikę w policzki. Wcisnęła telefon do kieszeni i w miarę wolnym krokiem pokonała podjazd. Usiłowała wyglądać tak, jakby jej wcale nie zależało i jakby nie miała ochoty rzucić się chłopakowi w ramiona.
Stał w tym samym miejscu, w którym widziała go przez okno. Nie zmienił nawet pozycji. Dopiero, gdy ją zobaczył, wyprostował się i rozłożył ręce. Objęła go, może ciut zbyt mocno, ale nie widziała go tyle czasu, że tęsknota niemal fizycznie bolała. Chłopak jednak odsunął się, jak na jej gust– zdecydowanie za wcześnie. Wika pociągnęła nosem.
– Jesteś chora?– spytał.
– Trochę– przyznała niechętnie.
– Do domu po czapkę, ale już– rozkazał z uśmiechem.– Patrz, ja mam– wskazał na swoją głowę.
– Widzę– odpowiedziała tylko. Łukasz patrzył na nią spod grzywki. Klęła na siebie w duchu, że jak zwykle nie wzięła okularów. Nie miała pojęcia, co maluje się w oczach chłopaka, zresztą– cała jego twarz była dla niej trochę zamazana. Światło latarni, odbijające się od śniegu, sprawiało, że niewiele widziała.
– Oj, Wika– powiedział nagle– stęskniłem się za tobą, wiesz?– dodał czule. Nagle, sama nie wiedziała jak, znalazła się w jego ramionach. Trzymał ją pewnie, więc nie czuła ciężaru swojego ciała, mimo że stała na palcach, by go dosięgnąć.
Było jej ciepło, mimo mrozu. Czarny, flauszowy płaszcz Łukasza pachniał jego perfumami. Nagle Wika poczuła, że klatka piersiowa chłopaka porusza się– nucił cicho. Z początku nie wyłapała słów. Dopiero po chwili je usłyszała.
– Ale zanim pójdę, chciałbym powiedzieć ci, że… Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty…– czy tylko jej się zdawało, czy on specjalnie szeptał jej do ucha?
Uznała, że ich uścisk nieco się przeciąga, ale nie odsunęła się. Jedynie westchnęła. Łukasz odczuł jej ruch.
– Coś się stało?– spytał, wypuszczając ją z objęć.
– Tak– odpowiedziała, unikając jego wzroku.
– Ktoś cię zranił? Chłopak?– dopytywał się dalej. Skinęła głową.– Nie martw się, Wiki. Faceci to świnie– pogłaskał ją po głowie z ojcowskim uśmieszkiem. Oj, przemknęło jej przez głowę. Gdybyś wiedział, o kim mówisz, staranniej dobierałbyś słowa!
– Nie wszyscy. Są jeszcze osły i barany– rzuciła kwaśno. Łukasz uśmiechnął się.
– Nie bądź taka zgorzkniała, masz siedemnaście lat!
– Ty też.
– Ja się nie liczę– prychnął. Wika potrząsnęła głową.
– Nie rozumiem cię– powiedziała krótko. Łukasz wybuchnął szczerym, wesołym śmiechem.
– Jak większość, kochana. Jak większość. Świat jest dziwny, ale to dobrze, bo się nie wyróżniamy– przez kilka sekund jego twarz stężała w dziwnym grymasie. Nagle Wika przypomniała sobie o jego chorobie i próbach samobójczych. W tym mroku, rozświetlanym słabym światłem latarni i bielą śniegu, w milczeniu przerywanym jedynie szumem aut, na tyle dalekim, że niemal były częścią ciszy– łatwiej było jej uwierzyć w historie z przeszłości Łukasza. Przeszedł ją dreszcz i zagadnęła szybko, by rozładować atmosferę.
– Jeśli już o dziwactwie mowa… Co ty właściwie robisz pod moim domem o tej porze?!
– Chciałem się z tobą zobaczyć– odpowiedział tonem stwierdzenia oczywistości.
– Po prostu… stęskniłeś się?–  pokręciła głową, niedowierzając jego słowom. Pokiwał gorliwie głową. Wika była w szoku.
– Wiesz, ja…– zaczął Łukasz, ale urwał.– Nic, nieważne– zakończył kulawo. Wika uniosła brwi, ale nie zapytała. Znała go już na tyle, by wiedzieć, że jeśli nie chce czegoś powiedzieć, wołami się z niego nie wyciągnie. Zamilkli więc.
– Był taki czas, że miałem złamane serce– podjął dopiero po chwili.– Wtedy, kiedy się poznaliśmy… To był pewien koniec w moim życiu. Z dziewczyną, która wtedy była dla mnie ważna, skrzywdziliśmy się nawzajem. Ale…
– Ale co?
– Ale pojawił się ktoś, dzięki komu udało mi się otrzeć te metaforyczne łzy. Całe szczęście, bo nie wiem, jak to mogłoby się skończyć. Może znowu wróciłaby depresja i tamta niechęć do życia, nie wiem. Mam tylko nadzieję, że w twoim przypadku również pojawi się ktoś taki. Być może już się pojawił, choć o tym nie wiesz, nie zdajesz sobie z tego sprawy.
– Może…– szepnęła Wika. Nagle zrobiło jej się gorąco i poczuła, że stoi niepokojąco zbyt blisko Łukasza. Rumieniec wpełzł jej na policzki, a oddech niebezpiecznie przyspieszył. Nagle zorientowała się, że ich twarze dzielą centymetry. Nim jednak zdążyli je pokonać, telefon w jej kieszeni zawibrował. Dzwonił ojciec. Westchnęła, odbierając.
– Tak, wiem, piętnaście minut. Już idę– rzuciła i wcisnęła czerwoną słuchawkę. Łukasz patrzył na nią, wyraźnie speszony, co było widoczne nawet przy tak beznadziejnym świetle. Zaczął prószyć śnieg.
– No to… ja się chyba będę zbierał– powiedział niepewnie. Westchnęła ze smutkiem.
– Chyba musisz– przyznała.– Wolę nie prowokować szlabanu– stali jednak oboje bez ruchu. Płatki padającego śniegu były coraz większe i opadały gęściej. Kilka osiadło na rzęsach i policzkach Wiktorii, rozmywając jej i tak słabą ostrość widzenia. Podniosła rękę, by je zetrzeć, ale Łukasz był szybszy. Chłodna dłoń o długich palcach musnęła kości policzkowe Wiktorii, usuwając szybko topniejące śnieżynki z jej twarzy. Łukasz zatrzymał rękę na jej policzku, by zdjąć ją dopiero po kilku sekundach. Znów patrzyli na siebie bez słowa.
– No to cześć– powiedział w końcu chłopak. Wika uśmiechnęła się lekko, bo średnio do niej docierały jego słowa. Czuła się tak, jakby wisiała kilka metrów nad ziemią, a może nawet nad niebem. A wtedy Łukasz zrobił kolejną rzecz, której się nie spodziewała. Objął ją mocno na pożegnanie, jak zwykle, lecz gdy się odsunęła, pochylił się i pocałował ją w policzek, milimetry w bok od ust. Nim zdążyła zareagować, wbił ręce w kieszenie płaszcza i odszedł szybkim krokiem w kierunku swojego domu.
Wika przez chwilę patrzyła na jego ciemną sylwetkę, do momentu, gdy zniknął za zakrętem. Nie obejrzał się ani razu.
Dziewczyna otrząsnęła się. Wyznaczony jej przez tatę czas dobiegł już końca, musiała wrócić do domu. Sama nie wiedziała, jakim cudem znalazła się znów w swoim pokoju– wszystko, od czułego gestu Łukasza, zdawało jej się snem. Jak przez mgłę przypomniała sobie, że miała w planach kąpiel i pójście spać. Teraz jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie zaśnie. Kąpiel zamieniła więc na gorący prysznic, który trochę przywrócił ją do rzeczywistości.
Umyta, przebrana w piżamę, wróciła do swojego pokoju. Musiała się komuś wygadać. Najchętniej zadzwoniłaby do Martyny, jednak wciąż nie poinformowała przyjaciółki o uczuciu do Łukasza. Wiedziała o tym tylko jedna osoba, najbliższa po Martynie– przyjaciółka szkolna, Olga. Wika wzięła więc telefon i wybrała numer dziewczyny.
– Cześć– powiedziała, słysząc odzew po drugiej stronie.
– Nie jest trochę za późno na telefon?– spytała Ola, wyraźnie rozespana.
– Dopiero wpół do jedenastej. Jak się dzisiaj przekonałam, to jest młoda pora– prychnęła Wika. Opowiedziała zaciekawionej przyjaciółce całe zdarzenie sprzed godziny. Gdy skończyła, przez chwilę obie milczały.
– No i co ja mam ci powiedzieć? Zakochał się chłopak– powiedziała wreszcie Olga. Wika prychnęła z kpiną.
– Nie wydaje mi się.
– Dlaczego w takim razie odwiedził cię w twoim domu późnym wieczorem przy kilkunastostopniowym mrozie? Dlaczego powiedział wprost, że się stęsknił i że w twoim życiu chyba już pojawiła się osoba, która pomoże ci otrzeć łzy?
– Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Wiem jedno. Nie zakochał się we mnie. Robi najgorszą rzecz, jaką może. Daje mi nadzieję.
– Straszna z ciebie pesymistka, Wiki.
– Realistka– odpowiedziała ponuro Wika. Gdzieś w głębi serca zaczęła kiełkować jej nadzieja, że Olga ma rację i że jest dla Łukasza kimś ważnym, więcej niż koleżanką. Przez chwilę jeszcze rozmawiała z przyjaciółką, ale zakończyła rozmowę tak szybko, jak tylko mogła. Zdjęła z półki płytę Manchesteru i ustawiła ją na wybranej piosence. Zgasiła lampkę. Żałowała trochę, że jej pokój jest po przeciwnej stronie niż ulica, na której zaledwie godzinę wcześniej stała z Łukaszem. Nie widziała nawet latarni. Jedynym źródłem światła był księżyc za oknem.

Znów obudziła mnie ta cisza
Kolejny raz bezsenna noc…

Uwielbiała tę piosenkę. Była masochistką i kochała wszystkie utwory, które wpędzały ją w przygnębienie. „Berlin lubi deszcz” była w pierwszej dziesiątce, obok „Za szkłem” i „Nad przepaścią” Braci, „List do M” Dżemu oraz „Nie daj mi odejść” IRY. Tym bardziej, że każda z tych piosenek kojarzyła jej się z Łukaszem.
Przesłuchała kilkukrotnie utwór Manchesteru. Pasował idealnie do jej nastroju. Po jakimś czasie uznała jednak, że przynajmniej spróbuje zasnąć. Wyłączyła więc płytę, zamiast tego wsuwając do uszu słuchawki od MP3. Wybrała tę samą piosenkę, położyła się na łóżku i zamknęła oczy. Do snu ukołysał ją cudowny wokal Maćka Tachera.

Ja za każdym razem mocniej
Ściskam nasze zdjęcie w dłoniach.
Czas tak łatwo nas pokonał
Nie zostało mi już nic…




Jeśli lubicie słuchać tego samego, co bohaterowie -Berlin jest tu ^^
A ja za to słucham tego :)
Miłego czytania i słuchania :)
Lecę czytać
Papa! :3

poniedziałek, 6 maja 2013

015 Kiss Bang Bang

Hej!

No i majówka się skończyła :\ Choć przyznam, że od chwili publikacji ostatniej notki mój humor znacznie się poprawił i chociaż nadal zaliczam ostatnie dni na minus, to jednak nie mam już tak morderczego nastroju ^^ Jak to dobrze mieć dokoła siebie ludzi, do których można powiedzieć: NO I CO JA BYM BEZ CIEBIE ZROBIŁA?! Ja takich osób mam na szczęście sporo i dziękuję za to.

Nie miałam pomysłu, o czym napisać notkę, ale weny mam bardzo dużo, więc muszę ją jakoś spożytkować. Kama (do której zapraszam ^^ <chamska reklama>) zaproponowała, żebym napisała recenzję filmu i książki, które kompletnie zawróciły mi w głowie. Mam nadzieję, że się nie zanudzicie :D

Tak prezentuje się okładka książki.

We wrześniu zeszłego roku wybrałam się z moją siostrą do Empika. Ja jak zwykle zajęłam się pocztówkami, a Ania buszowała w tych "poważnych" książkach. Kupiła właśnie "Bractwo Bang Bang". Opowiedziała mi o tej książce, poinformowała, że nakręcono film na jej podstawie, ale jakoś mnie to nie zainteresowało. Gdy odwiedziłam siostrę na Wielkanoc, ona pożyczyła mi tę książkę (w zastaw za moje "Oczarowanie", które leży u niej od roku). Po powrocie do domu najpierw przeczytałam wszystkie książki z biblioteki, jakie miałam, zrobiłam sobie krótką przerwę od czytania i dopiero zabrałam się za Bractwo. Już po pierwszych kilku stronach sklęłam się, że odkładałam to tak długo!

Książka opowiada o czterech fotografach wojennych- Gregu Marinovichu, Joao Silvie, Kenie Oosterbroeku i Kevinie Carterze. Pracują oni w RPA na początku lat 90, podczas gdy w tym kraju dokonuje się przewrót polityczny. Są zawsze w centrum zdarzeń, czy to strzelanina czy katowanie niewinnego człowieka. Brzmi to dość drastycznie, ale książka nie jest taka. Czyta się bardzo fajnie, choć chwilami "utykałam" na polityce :) Obejrzałam również film na jej podstawie o tym samym tytule. Bardzo dobrze oddaje książkę, zdarzenia są fajnie pokazane a fotografowie wyglądają dokładnie tak, jak sobie ich wyobraziłam ^^

Podsumowując: jeśli lubicie lekkie lektury, odpuśćcie sobie tę książkę, ale obejrzyjcie film. A jeśli lubicie czytać, to zacznijcie od papierowej wersji, a nie ekranizacji- z pewnością będzie łatwiej zrozumieć pewne rzeczy, szczególnie końcową scenę z Kevinem. Naprawdę szczerze polecam "Bractwo Bang Bang", nie tylko miłośnikom fotografii :)

piątek, 3 maja 2013

014 Mokra majówka

Hej! :)

Jak może zauważyliście, troszkę zmieniłam wygląd bloga. Poszerzyłam trochę pole z notką, rozmieściłam gadżety "po swojemu". Dodałam wykonany własnoręcznie nagłówek- produkcja tak mnie wciągnęła, że z pewnością będzie się on zmieniał i to dość często, bo już mam chyba 4 kolejne opcje. Może nie powala na kolana, ale dobrze pokazuje, czym się interesuję i o czym tu piszę :) Prócz tego dodałam też zakładkę z "Modlitwą". W sumie to nie wiem po co, ale chyba będzie dobrze, jeśli będzie można znaleźć całe opowiadanie w jednym miejscu :D Jeśli zdecyduję się na publikowanie czegoś jeszcze, również postaram się umieszczać to w osobnej zakładce. I to chyba tyle :)

Jak Wam minęła majówka? Zostały co prawda jeszcze dwa dni, ale ja zdecydowanie zaliczam ją do nieudanych i chyba tylko jedna albo dwie rzeczy mogłyby zmienić ten stan rzeczy. Od środy pada deszcz, więc nie mogę iść na rower, całe dnie siedzę w domu. Nie cierpię takich sytuacji, zdecydowanie wolę ładną pogodę i towarzystwo! Miałam nadrabiać braki w filmach, ale kompletnie nie mam do tego zapału.Wszystko przez ten deszcz!
No ale są też... może nie dobre, ale znośne strony tej fatalnej pogody- przeczytałam prawie wszystkie książki wypożyczone ostatnio z biblioteki, został mi tylko "Błękit szafiru" K. Gier oraz "Gwiezdny pył" Neila Gaimana. Nie przepadam za tym autorem, bo gubię się w jego dziełach- czytanie "Koraliny" było koszmarem, do tej pory boli mnie głowa na samo wspomnienie. Ale miła pani bibliotekarka poleciła mi ją, mówiąc, że przeczytała bardzo szybko i nie sposób się oderwać. Jakoś nie miałam potem serca odłożyć książki na półkę ;) No cóż, może się nie rozczaruję. Ale póki co czytam "Błękit..." i jest całkiem niezły ;)
Prócz tego, wreszcie przerobiłam sobie spodnie na krótkie spodenki! Dżinsy kupiłam w secondhandzie specjalnie w tym celu naprawdę dawno, ale nie miałam czasu ani chęci na szycie, więc zaczęłam w nich chodzić. Dopiero podczas ostatniego sprzątania w szafie, kiedy zdałam sobie sprawę, że mam tylko kilka par szortów, stwierdziłam, że czas wziąć się w garść. Oto i efekty:




Oryginalne spodnie pochodzą z firmy ONLY ;)
Zdjęcie w spodenkach było robione w moim pokoju, ale mam nadzieję, że już niedługo będę mogła wyjść w nich na dwór! Oby jak najszybciej.
Uciekam przepisywać nowe opowiadanie z notatek telefonu do pliku na komputerze ;)
Papa :3